niedziela, 26 czerwca 2016

19

Obudziłem się z okropnym bólem głowy. O dziwo nie byłem przykuty do grzejnika. Widocznie Majka musiała rozpiąć kajdanki jak spałem. Wstałem i rozprostowałem kości. Nareszcie pierwszy raz od nie wiem kiedy. Codziennie dostawałem kromkę chleba i szklankę wody. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, ale tym razem nie było nic, a strasznie burczało mi w brzuchu i miałem Saharę w ustach. Nagle zakręciło mi się w głowie, więc postanowiłem usiąść.
-No witaj Oski- drzwi zostały otworzone z hukiem i stanęła w nich ta ruda suka.
-Ile razy ci powtarzałem, żebyś tak do mnie nie mówiła?- wycedziłem przez zęby.
-Oj już się tak nie denerwuj, Oski- podeszła do mnie i chciała mnie pocałować, ale ja ją odepchnąłem z taką siłą, że aż się przewróciła. Ona podniosła się i podeszła do mnie. Złapała za moją koszulę, jednak ja byłem silniejszy niż ona i sprawiłem, że po chwili leżała pode mną.
-Powiesz mi, po co ta cała szopka?
-Chcesz wiedzieć? Mój brat nie żyje i to przez ciebie- prawie krzyknęła i po chwili z niej zszedłem.
-Adam nie żyje?- byłem zaskoczony. Adam był bratem bliźniakiem Mai. We troje spędzaliśmy mnóstwo czasu i to dzięki mnie zaczął jeździć w wyścigach samochodowych.
-Tak. Zginął kilka miesięcy temu, w Austrii. Widziałam ciebie. Też wtedy tam byłeś. Wyprzedziłeś go i on w tym momencie stracił panowanie nad autem- w głosie Mai było słychać żal do mnie. Nie dziwiłem się jej, ale nie wiedziałem wtedy, że to Adam, mój stary przyjaciel. Po tym wypadku szybko się ulotniliśmy z tego placu, zdając sobie sprawę z tego, że zaraz zjadą się służby ratunkowe.
-Nie wiedziałem, że Adam był w tym aucie.
-Miał złamany kręgosłup w odcinku szyjnym, musieli mu wykonać tracheotomię, bo miał tak poważne obrażenia. W trzeciej dobie po wypadku zabrali go na kolejną operację. Zmarł- Maja skończywszy mówić, rozpłakała się w taki sposób, że nie byłem w stanie jej uspokoić. Dopiero po jakimś czasie się opanowała.
-Ja cierpiałam po stracie brata, a teraz ty i ta cała Anka będziecie cierpieć- w jej oczach było szaleństwo. Bałem się o moją dziewczynę. Przecież jej mogła stać się krzywda.
*Ania*
-To znowu ty?- kolejny raz wpadłam na blondyna od Hondy. Kolejny raz pod szpitalem. Nie mogłam opanować śmiechu, bo wpadając na niego wytrąciłam mu kubek z kawą i zrobiła mu się wielka brązowa plama na koszulce.
-No tak wyszło. A co ty tak często jesteś w tym szpitalu?- zapytał.
-No a nie mówiłam ci wczoraj, że koleżanka rodziła?
-Powiedziałaś tylko, że jest w szpitalu.
-No umknęło mi. A ty co tutaj robisz?
-Byłem u siostry. Miała dwa tygodnie temu wypadek samochodowy. Na razie jest w śpiączce, ale lekarze mówią, że z tego wyjdzie- odparł opanowany. Najwyraźniej ufał lekarzom-Słuchaj Ania, mam pomysł- uśmiechnął się do mnie.
-No słucham- spojrzałam na niego wyczekująco. On miał takie śliczne błękitne oczy, do tego te jego blond włosy. No po prostu był cudny.
-A może wyskoczylibyśmy do jakiegoś klubu, czy coś?
-Bardzo chętnie- zgodziłam się bez zastanowienia.
-To może o osiemnastej w parku Świdnickim?
-Mi pasuje- powiedziałam i się szeroko uśmiechnęłam. Prawdopodobnie wyglądałam jak mysz, która zobaczyła kawałek sera. Po chwili się opamiętałam i zmieniłam wyraz twarzy na poważniejszy.
-Do zobaczenia Aniu- puścił mi oczko, a ja czułam jak się rumienię.
-Do zobaczenia- odpowiedziałam i odwróciłam się na pięcie. W głębi duszy ucieszyłam się na spotkanie z Michałem, bo był sympatyczny i taki przystojny. Z drugiej strony nosiłam dziecko Oskara. To jego kochałam. Potem zrobiło mi się głupio, że zgodziłam się na to spotkanie, bo dalej nie wiedziałam, co z moim chłopakiem.

***
Siedziałam na ławce w parku i czekałam aż przyjdzie Michał. W ostatniej chwili wahałam się nad decyzją, ale w ostateczności się zgodziłam. W końcu nie miałam zamiaru zdradzić Oskara.
Po chwili ujrzałam chłopaka, który zmierzał w moją stronę.
-Cześć Ania, to co? Idziemy?- zapytał, a ja się podniosłam i ruszyliśmy w stronę klubu. Co jakiś czas miałam dziwne wrażenie, że ktoś za nami idzie, ale możliwe, że mi się zdawało. Pół godziny później byliśmy na miejscu. Znaleźliśmy wolny stolik i zasiedliśmy przy nim. Michał zaproponował mi, że zamówi mi piwo, ale ja się nie zgodziłam. Nie chciałam w jakikolwiek sposób zaszkodzić dziecku. Oczywiście dopytywał się dlaczego, a ja tłumaczyłam mu, że biorę leki. Całe szczęście mi uwierzył i nie dopytywał. Swoją drogą okazało się, że był ode mnie starszy, a nie jak z początku myślałam, w moim wieku. On był nawet starszy od Oskara. Uświadomiłam sobie również, że w przyszłym miesiącu są osiemnaste urodziny Oskiego. Miałam nadzieję, że do tego czasu on się odnajdzie żywy i że będziemy świętować to wielkie wydarzenie. Z chwilowego transu wyrwał mnie czyjś głos.
-Hej, jak masz na imię? Ja jestem Olaf- do naszego stolika przysiadł się jakiś chłopak. Na pewno nie był tak przystojny jak Oskar i Michał. Był od nich niższy, miał ciemne włosy i brązowe oczy. Kaloryfera nie miał w ogóle. Wyglądał również trochę na naćpanego. Zaczęłam wzrokiem szukać mojego towarzysza, ale na darmo.
-A może ja ci coś zamówię?- zaproponował, ale ja odmówiłam uprzejmie. On jednak był bardzo nachalny. Całe szczęście w samą porę zjawił się Michał.
-Masz jakiś problem koleś?- blondyn stanął w mojej obronie.
-Nie. Myślałem, że sama jesteś- odparł i ulotnił się. Po chwili poszliśmy razem na parkiet potańczyć. Bawiłam się z nim bardzo dobrze. Kiedy się zmęczyłam, postanowiłam iść się napić. Chwyciłam za szklankę z napojem i wzięłam kilka łyków, a potem wróciłam do nowego znajomego. Całkiem miło spędziliśmy czas. Kiedy wychodziliśmy z klubu, poczułam silny ból brzucha.
-Co się dzieje?- zapytał z troską w głosie.
-Boli, mocno- odparłam i się skuliłam. Dostrzegłam nagle na moich białych spodniach krew.
-Anka, wytrzymaj jeszcze trochę. Dzwonię po karetkę- powiedział i wyjął z kieszeni swoją komórkę- Czy ty jesteś w ciąży?- zwrócił się do mnie, po tym jak przedstawił swojemu rozmówcy całą sytuację. Obawiałam się tego, że się wyda. Skinęłam twierdząco głową, a on to przekazał osobie na dyspozytorni- Który miesiąc?
-Drugi- odpowiedziałam. To również przekazał. Potem się rozłączył i podszedł do mnie.
-Co z ojcem dziecka?- to już mnie kompletnie dobiło.
-Nie wiem, zaginął jakiś czas temu- załkałam. On mnie przytulił i uspokajał mnie do czasu przyjazdu karetki.

***
-Ania- usłyszałam czyjś głos. Otworzyłam po mału oczy i zobaczyłam panią Ewelinę. Za nią stała Karolina i przyglądała mi się z troską. Dopiero po chwili sobie przypomniałam, co się stało. To krwawienie.
-Czy, czy ja poroniłam?- spytałam. Karolina i jej mama spojrzały na siebie.
-Aniu, tak mi przykro- moja przyjaciółka złapała mnie za dłoń. Z moich oczu pociekły łzy.
-W twoim organizmie znaleziono mizoprostol. Czy ty wzięłaś tabletki poronne?- ton pani Nowak był dosyć chłodny.
-Mamo- oburzyła się moja koleżanka- Czy gdyby je sama wzięła, to by płakała teraz? Zastanów się.
-W klubie był taki chłopak i on był dość nachalny w stosunku do mnie- zaczynałam sobie przypominać wydarzenia z wyjścia z Michałem. No właśnie!- A gdzie Michał?- zapytałam.
-Ten chłopak, co był z tobą pod tym klubem?
-Dokładnie on- potwierdziłam. Karolina podniosła się z mojego łóżka, na którym siedziała i po chwili wróciła z blondynem.
-Proszę- odparła i położyła się na swoje łóżko. Dopiero po chwili zorientowałam się, że leżymy w tej samej sali. Karolina posłała spojrzenie swojej matce, które wskazywało na to, że ma wyjść. Kiedy byliśmy już sami na sali, spojrzałam w błękitne tęczówki Michała.
-Dziękuję ci- powiedziałam. Czułam na sobie wzrok Karoliny. Wiedziałam, co sobie pomyślała, ale szczerze, to miałam to w dupie.
-Zrobiłem tylko to, co do mnie należało.
-Dziecka i tak się nie dało uratować- z moich oczu popłynęły łzy. Było mi z tym ciężko, bo jednak to był dowód miłości mojej i Oskara, ale z drugiej strony jak przemyślałam sobie wszystko od początku do końca, to nawet dobrze się stało, bo niewiadomo było nawet czy Oskar się odnajdzie, czy jest żywy, a nie chciałam dziecka bez niego wychowywać.
-W moim organizmie wykryto mizoprostol- wyznałam, zaczynałam również podejrzewać, że to on mi je podał, ale nie bardzo mi się chciało w to uwierzyć. Przebywaliśmy razem cały czas. Byłam prawie pewna, że to ten Olaf. Widziałam jak się jeszcze kręcił przy naszym stoliku gdy my tańczyliśmy.
-Może to ten chłopak, co go spławiłem?- spytał, jakby czytał w moich myślach.
-Też tak myślę.
-Sorry, że wam się wtrącę w rozmowę, ale moim zdaniem powinnaś to zgłosić na policję. Przecież to może mieć związek ze sprawą zaginięcia Oskara- stwierdziła Karolina. Przeanalizowałam jej słowa jeszcze raz i doszłam do wniosku, że może mieć rację. Natychmiast sięgnęłam po telefon i zadzwoniłam na policję, a następnie po mamę Oskara. Pierwsi przyjechali policjanci, a raczej policjantki. Opowiedziałam im wszystko jak było, a chwilę później zjawiła się pani Kamila, której też wszystko powtórzyłam. Moje zgłoszenie zostało potraktowane bardzo poważnie.

***
Gdy skończyła się pora odwiedzin, z Karoliną zostałyśmy same. Ona wstała ze swojego łóżka i siadła na moim.
-Możesz mi kurwa powiedzieć, co ty wyprawiasz?- zapytała. Domyśliłam się, że czeka mnie pogawędka na temat Michała. Nie rozumiałam tylko, dlaczego się zdenerwowała.
-Daj sobie spokój.
-Spokój? Skąd go w ogóle znasz?
-Spotkaliśmy się w szpitalu. Siostra Michała leży na OIOMie. Zaproponował mi wyjście i się zgodziłam. Przecież nie poszłam z nim do łóżka- zaczęłam się tłumaczyć, chociaż sama nie wiedziałam z czego. Nie widziałam w sobie żadnej winy.
-Przecież przez ciebie nie żyje twoje dziecko- czy ona właśnie zaczęła mnie szantażować emocjonalnie?
-Może nawet i dobrze, że już go nie ma.
-Co ty powiedziałaś? Dobrze, że nie ma już twojego dziecka? Ja się o swoje zamartwiam, czy przeżyje, a ty tym, że poroniłaś się nie przejmujesz? Zaraz przestanę wierzyć w tą bajeczkę z tym chłopakiem- powiedziała dosyć ostro, a jej słowa mnie zabolały. Postanowiłam się jednak bronić.
-Kochałam to dziecko, które się we mnie rozwijało i pewnie gdyby okoliczności były inne, gdyby Oskar był ze mną, to bym inaczej zareagowała, ale ja nie wiem, co się z nim dzieje. Poza tym ty jesteś starsza i też inaczej do tego podchodzisz- zaczynałam łkać. Karolina nic więcej nie powiedziała, tylko mnie przytuliła i zaczęła lekko kołysać. W końcu zasnęłam.

***
*Oskar*
-Nie rozumiem, jak mogliście tak skrzywdzić Ankę- warknąłem. Byłem wściekły, że przez nich Ania poroniła. Straciliśmy nasz skarb. Mimo że z początku byłem wściekły, to potem zrozumiałem, że sam się do tego przyczyniłem i chciałem, żeby Ania je urodziła. Pojechałem, kupiłem pierścionek, ale nie zdążyłem z przeprosinami.
-A w ogóle to Ania już chyba znalazła sobie pocieszenie u tego blondaska ze zdjęcia- oznajmił Olaf. Mi się jednak nie chciało w to uwierzyć.
-To na pewno tylko kolega- próbowałem sobie i im tłumaczyć, co nie zmieniało faktu, że Olaf może mieć rację.
-Zobaczymy- odparła Majka i wyszli. Zauważyłem jednak, że dziewczynie wypadł telefon z bluzy. Doczołgałem się do niego, bo o tym, żebym doszedł, nie było mowy. Byłem wycieńczony, bo od jakichś dwóch dni nie jadłem i nie piłem, a było dosyć gorąco. Z trudem przypomniałem sobie numer Anki i wysłałem jej wiadomość o następującej treści.
To ja, Oskar. Żyję. Nie wiem, gdzie jestem, ale wiem, co się stało z dzieckiem. Myślę cały czas o tobie. Pomóż mi jakoś. Tylko nie odpisuj na tą wiadomość.
Nacisnąłem wyślij, bo nie miałem czasu na rozpisywanie się. W każdej chwili Majka mogła sobie uświadomić, że nie ma swojego telefonu. Usunąłem wiadomość i odłożyłem go tam, skąd go wziąłem. Wróciłem na swoje miejsce i odleciałem do krainy Orfeusza.

czwartek, 16 czerwca 2016

18

Dwa tygodnie później
Kolejny dzień minął już od zaginięcia Oskara i dalej żadnych wieści nie było. Zaczynałam już tracić nadzieje na to, że ojciec mojego dziecka się odnajdzie.
Był to piątkowy wieczór i jak co tydzień siedziałam nad słówkami z angielskiego. Wolałam to zrobić w piątek, niż w niedzielę na ostatnią chwilę. Uczyłam się tego przedmiotu od pierwszej klasy gimnazjum i go nienawidziłam. Już wolałam niemiecki. Spojrzałam na zegarek i była godzina osiemnasta dwadzieścia siedem. Potem usłyszałam krzyk Karoliny. Zerwałam się z krzesła i udałam się do jej pokoju.
-Co się dzieje?- zapytałam, otwierając gwałtownie drzwi. Zobaczyłam Karolinę, która leżała zwinięta w kłębek na łóżku.
-Ja, ja rodzę- odparła i po chwili znowu krzyknęła z bólu. Nie zastanawiając się dłużej, chwyciłam za jej komórkę, która była na biurku i zadzwoniłam po karetkę. Podałam wszystkie szczegóły i się rozłączyłam. Zaczęłam uspokajać Karolinę i jednocześnie próbowałam dodzwonić się do Kuby, co nie było taką prostą sprawą.
*Kuba*
Podjechaliśmy z moim starszym bratem Jackiem na osiedle. Miałem mu pomóc w przeprowadzce. Razem ze swoją narzeczoną podjęli decyzję o zamieszkaniu wspólnie. Kiedy wnosiliśmy komodę, zaczął dzwonić mój telefon. Nie mieliśmy dużo do pokonania, dlatego postanowiłem odebrać, jak mebel będzie stał na swoim miejscu. Kiedy było po wszystkim, wyjąłem telefon, który nie przestawał dzwonić. Spojrzałem na wyświetlacz i zobaczyłem zdjęcie roześmianej Karoliny. Przestraszyłem się, bo dzwoniła bardzo uporczywie. Odebrałem i przyłożyłem smartfon do ucha, ale zamiast Karoliny, usłyszałem głos Ani.
-Ile kurwa można do ciebie dzwonić?!- wydarła się na mnie- Twoja dziewczyna rodzi palancie!- zamurowało mnie. Nie wiedziałem, co powiedzieć.
-Ale, ale to dopiero dwudziesty siódmy tydzień.
-No to co? Gdzie ty w ogóle jesteś?
-U brata- odpowiedziałem.
-No to na razie nigdzie się stamtąd nie ruszaj. Jak będziemy wiedzieli, do jakiego szpitala jedziemy, napiszę ci sms-a- oznajmiła i się rozłączyła. Ja oparłem się o ścianę i zjechałem po niej. Dziesięć minut później dostałem SMS-a, gdzie zabierają Karolinę. Przeprosiłem Jacka i jak najszybciej udałem się do szpitala. Na miejsce dotarłem po pięciu minutach. W rejestracji dowiedziałem się, gdzie znajduje się Karolina i już spokojnieszy poszedłem po salę porodową. Czekała tam już Ania, która chodziła zdenerwowana po korytarzu.
-Co z Karoliną?- zapytałem, gdy tylko do niej podszedłem.
-Rozwarcie prawie cztery centymetry miała, jak dotarła karetka, więc nie było mowy, żeby udało się powstrzymać akcję- odparła. Ja siadłem na krześle i schowałem twarz w dłoniach. Przecież to nie tak miało wyglądać. Dlaczego tak wcześnie? Zacząłem się zastanawiać, jak to będzie i bałem się, że moje maleństwo nie przeżyje. Anka siadła obok mnie i zaczęła mnie pocieszać.
Po jakichś dwóch godzinach wyszedł do nas lekarz. Dwóch godzinach, które były dla mnie wiecznością.
-Co z Karoliną, co z dzieckiem?- zapytałem.
-Pan jest ojcem dziecka?
-Tak.
- Z Karoliną jest wszystko w porządku. Córkę zaś musieliśmy podłączyć do respiratora. Ma niewykształcone płuca i do tego problemy z sercem. Dostała cztery punkty w skali Apgar. Walczymy o jej życie. Najbliższe dwie doby będą decydujące, ale mała jest w dobrych rękach.
-Mogę zobaczyć się z Karoliną?
-Tak, jest na sali poporodowej. Tylko nikt więcej niech nie wchodzi. Jest ona zmęczona- odparł lekarz i po chwili byłem przy mojej dziewczynie. Karolina leżała wpatrzona w sufit. Oczy miała zaszklone. Podszedłem do niej bliżej i złapałem ją za dłoń.
-Wszystko będzie dobrze- szepnąłem, ściskając mocniej dłoń- Nasza córeczka da sobie radę. Zobaczysz.
-Mam nadzieję. To jedyne, co ci po mnie zostanie- powiedziała, spoglądając mi w oczy. Nienawidziłem, kiedy tak mówiła. To wszystko brzmiało tak dołująco, jakby nie wierzyła w to, że białaczkę da się leczyć, tylko potrzeba czasu. Owszem, czasem kończy się to niepowodzeniem, ale nie widziałem innego zakończenia niż takie, że Karolina wraca do domu zupełnie zdrowa.
-Błagam cię, nie mów tak. Oboje doskonale wiemy, że wyzdrowiejesz.
-Fajnie, że jesteś tak optymistycznie nastawiony, ale ja patrzę na to bardziej realistycznie- odparła dość chłodnym tonem. Nie zdążyłem jej odpowiedzieć, bo do sali wszedł lekarz, z którym rozmawiałem kilka minut wcześniej.
-Przepraszam, że przeszkadzam, ale chciałbym wam przekazać, że jeśli chcecie zobaczyć swoją córkę, to możecie. Tylko niech pani najlepiej siądzie na wózek- oznajmił i się ulotnił. Posłałem Karolinie uśmiech. Ucieszyłem się, że możemy zobaczyć nasz skarb. Ona nie podzielała tak mojego entuzjazmu, ale zdecydowała się pójść razem ze mną. Zgodnie z instrukcją pielęgniarki, udaliśmy się w miejsce, gdzie znajdowała się nasza córcia. Przed wejściem zachowane zostały wszystkie środki ostrożności. Kiedy stanęliśmy przy inkubatorze, położyłem swoją dłoń na ramieniu Karoliny. Wpatrywaliśmy się w tą małą istotkę, która podłączona była do różnego rodzaju maszyn. Mała była niewiele większa od mojej dłoni. Łezka w oku mi się zakręciła. W końcu zostałem tatą.
-Jak jej damy na imię?- zapytałem.
-Takie, jakie ci się podoba. W końcu to i tak ty będziesz ją wychowywał.
-Błagam cię, skończmy ten temat. Cieszmy się tym, co jest tu i teraz.
-Co powiesz na imię Nadia?- zaproponowała, a mi od razu się spodobało to imię.
-Śliczne, to będzie nasza mała Nadzieja- przytuliłem Karolinę od tyłu.
-Szkoda, że nie mogę wziąć jej na ręce- usłyszałem od mojej dziewczyny.
-Też bym chciał- westchnąłem.
*Ania*
Siedziałam na ławce w przyszpitalnym parku. Wyszłam ze szpitala, bo nie mogłam tam wytrzymać. Widziałam, że Karolina z Kubą są szczęśliwi i gdzieś w głębi duszy się cieszyłam z narodzin ich dziecka, ale cały czas myślałam o Oskarze, który niewiadomo gdzie się podziewał. Już czasami nawet chciałabym, żeby jego ciało znlaleziono gdzieś nad Odrą niż żyć w niepewności, co się z nim stało. Najbardziej podobała mi się wizja tego, że Oskar wraca i razem żyjemy długo i szczęśliwie, ale to tylko w bajkach tak jest, a nie w prawdziwym życiu.
-Mogę usiąść obok ciebie?- zapytał jakiś chłopak, możliwe, że w moim wieku. Miał blond włosy, błękitne oczy, był wysoki i widać było, że chodzi na siłkę, bo miał sześciopak. Nie miał jednak uśmiechu ta twarzy, a nim byłoby mu na pewno lepiej. Ja się trochę zmieszałam. Wstałam, przeprosiłam i poszłam do domu Tomka. Całe szczęście, zastałam go.
-Hej Ania, a co cię do mnie sprowadza?- zapytał po otwarciu mi drzwi.
-Daj mi klucze od mojego motocyklu- odpowiedziałam krótko, zwięźle i na temat.
-Przecież ty nawet jeździć nie umiesz. Oskar to by mnie zabił, gdyby się dowiedział.
-Ale Oskara nie ma- odparłam stanowczym głosem, dziwiąc się swoim słowom.
-Tylko mi się na nim nie zabij- ostrzegł i wpuścił mnie do domu. Po chwili dał mi kluczyki, a ja zniknęłam w garażu. Po chwili siedziałam już na moim motocyklu, którego dostałam od Oskara. Nawet nieźle mi szło. Szybko opanowałam jazdę. Postanowiłam pojechać w miejsce, gdzie moi przyjaciele zabrali mnie na moje urodziny. Co prawda tam odbywały się wyścigi aut, ale pojazdem jednośladowym też się dobrze jeździło. Po około godzinie postanowiłam zrobić sobie przerwę. Zatrzymałam się, zeszłam z maszyny i usiadłam na ziemi. W pewnym momencie usłyszałam warkot motocykla, ale to nie był mój. Rozejrzałam się i po chwili zobaczyłam nadjeżdżającą Hondę CBF 600S. Zatrzymała się, gdy się do mnie zbliżyła. Przestraszyłam się nie na żarty. Osoba zsiadła i zdjęła kask oraz kominiarkę. Wtedy dostrzegłam chłopaka spod szpitala.
-Znów się spotykamy- uśmiechnął się do mnie, ukazując dwa rzędy równych białych zębów. Po chwili dostrzegłam również dołeczek.
-Co ty tu robisz?- zapytałam drżącym głosem. Nie wydawał mi się podejrzany i w innych okolicznościach bym się nie bała. Jednak akcja z Kacprem dawała mi dużo do myślenia. Musiałam być ostrożna.
-Przyjechałem trochę odreagować- oznajmił. Nie wiem, czemu, ale przestałam się go bać, jednak dalej patrzyłam na niego podejrzliwie, co nie umknęło jego uwadze.
-Patrzysz na mnie, jak na seryjnego mordercę- zażartował.
-Przepraszam, po prostu od pewnego wydarzenia jestem bardzo czujna- wyjaśniłam szybko.
-Ok, nie zamierzam cię zgwałcić, ani zabić. Tak w ogóle, to Michał jestem- wyciągnął do mnie rękę.
-Ania- przedstawiłam się również. Zauważyłam nagle, że mój nowy znajomy posmutniał.
-Dziewczyna, z którą byłem miała tak na imię- powiedział Michał, jakby czytał mi w myślach.
-Byłeś? Czyli mam rozumieć, że nie ma już jej w twoim życiu?
-Tak, okazała się być suką, która nie zna granic. A ty? Co tutaj robisz sama?
-Podobnie jak ty, postanowiłam odreagować- odpowiedziałam tylko. Nic więcej nie miałam zamiaru mówić. Nie chciałam się zwierzać nowo poznanemu chłopakowi, więc musiało mu to wystarczyć.
-Yamaha R1 widzę- Michał postanowił zmienić temat, co mi się spodobało- Pewnie musiała sporo kosztować.
-A ja widzę, że masz Hondę CBF 600- chciałam przed nim trochę zabłysnąć i udało mi się.
-Długo już jeździsz?- zapytał, a ja spojrzałam na zegarek w telefonie.
-Dwie godziny.
-Poważnie?
-Tak, motocykl stał w garażu u kuzyna. Dostałam go w prezencie, ale nie miałam okazji nim jeszcze pojeździć- nie skłamałam, tylko nie dopowiedziałam szczegółu, że u kuzyna Oskara, ale nie znał prawdy.
-Widać, że się w tym lubujesz. Mało która dziewczyna rozpoznała by od razu markę i do tego model- poczułam jak się rumienię.
-Chcesz, to mogę ci cały skład Barcy wymienić włącznie z funkcjami.
-Nie wierzę, że to zrobisz. Daje stówę, że tego nie zrobisz- założył się ze mną. Ja zaczęłam wymieniać każdego i do tego podałam jeszcze numery koszulek. Gęba Michałowi opadła i to dosłownie. Wyciągnął z kieszeni portfel i podał mi stu złotowy banknot.
-Weź to schowaj. Nie wygłupiaj się.
-Był zakład i go wygrałaś. Bierz to- wziął moją dłoń i położył na niej wygraną. Uśmiechnęłam się do niego i schowałam tą stówę.
-Wiesz co? Ja muszę jechać. Chcę jeszcze zajechać do przyjaciółki do szpitala- powiedziałam, zakładając kask.
-Dobra, nie zatrzymuje cię- odparł i podszedł do swojego motocyklu. Wsiadł na niego i odjechał. Ja również to zrobiłam i skierowałam się w stronę szpitala. Miałam odstawić motocykl i pojechać miejskim środkiem transportu, ale nie chciałam tracić czasu. Po raptem dwudziestu minutach byłam na miejscu. Zostawiłam motocykl na parkingu i weszłam do budynku szpitalnego i udałam się na salę poporodową. Tam jak się okazało byli tam rodzice Karoliny, rodzice Kuby i sam Kuba. Postanowiłam się wycofać, ale Karolina mnie zauważyła i pokazała, żebym weszła na salę. Nieśmiało zbliżyłam się do ich gości.
-Dzień dobry. Cześć Karolina. Jak się czujesz?- zapytałam.
-Dobrze. Nadia też widać dobrze. Siedzieliśmy z Kubą u niej trzy godziny- odparła z uśmiechem. Ja jednak nie umiałam cieszyć się jej szczęściem. Wizja, że mam zostać samotną matką i to w tak młodym wieku, mnie przerażała. Do tego fakt, że moja mama nie żyje i nie będzie mogła mi pomóc, jeszcze bardziej mnie przybijał. Widziałam, jak rodzice Karoliny ją wspierają, że ją kochają. Jej siostrę wysłali do bardziej strzeżonego ośrodka, żeby tylko Karolinie i dziecku nie zrobiła krzwydwy, chociaż zapewniała, że będzie brała leki. Widać, kogo bardziej woleli pani Ewelina i pan Damian- Karolinę. Liczyli się tylko z jej bezpieczeństwem, a o samopoczuciu Natalii nie myśleli. W tym momencie nawet trochę mi się jej żal zrobiło, że nawet nie może zobaczyć swojej siostrzenicy, ale sama sobie tak narobiła. Gdyby nie przestała wtedy brać tych leków, może byłaby tu z nami. A może Karolina nie wiedziałaby o chorobie. Było wiele pytań bez odpowiedzi. Między innymi wliczało się do nich "Gdzie jest Oskar?"
~Oskar~
-Więzisz mnie już tyle czasu, może wreszcie byś mi powiedziała, po co ja ci tu jestem?- zapytałem, szarpiąc się jednocześnie. Byłem przykuty do kaloryfera i nie mogłem wykonać jakiegokolwiek ruchu.
-Mówiłam ci, chcę twojego cierpienia- powiedziała ruda osiemnastolatka, opierając się o ścianę- Z początku myślałam, że kulka w łeb wystarczy, ale to nie miało sensu, bo byś od razu zmarł, a tak to sobie pocierpisz.
-I tak nie rozumiem, po co to robisz?- wycedziłem i kolejny raz szarpnąłem, ale to nic nie dało- Myślałem, że to już zamknięty rozdział- spojrzałem w niebieskie oczy dziewczyny, które kiedyś były dla mnie wyjątkowe, a teraz dopiero w nich widziałem szaleństwo.
-A nie pamiętasz Oski naszego pierwszego razu?- zapytała, podeszła do mnie bliżej i przejechała dłonią po moim policzku. Kurwa, dlaczego to wszystko wraca?
-Trudno go zapomnieć. Byłem trzeźwy wtedy i świadomy tego, co robię. Tylko żałuję tego głupiego seksu z tobą, bo wcale taka dobra w łóżku nie byłaś. Anka jest zdecydowanie lepsza- odparłem- A poza tym nie chcesz odebrać ojca dziecku?
Dziewczyna mi się przyjrzała uważniej i dopiero po chwili się zorientowałem, co ja takiego powiedziałem. Naraziłem w tej chwili Anię.
-Powiadasz, że Ania jest w ciąży? To dla mnie cenna informacja- rzekła i wyszła z pomieszczenia, w którym przebywałem chuj wie jak długo. Straciłem rachubę czasu. Wiedziałem, że zostałem porwany w dzień, kiedy dowiedziałem się o ciąży Ani. Byłem ciekaw, jak się rozwija nasze maleństwo, jak Ania bardzo się zmieniła od tego czasu, czy widać już po niej, że jest w ciąży. Byłem też ciekawy, jak się mają sprawy z Karoliną. Czy przyjmuje już chemię, czy jej wyniki się poprawiły. Nie mogłem jednak otrzymać odpowiedzi na to pytanie. Zacząłem się jednak martwić o moje skarby. Nie wiedziałem, czego spodziewać się po tej psychopatce Majce. W końcu z wycieńczenia zasnąłem.

piątek, 3 czerwca 2016

17

Na wstępie chcę powiedzieć, że do poprzedniego opowiadania wprowadziłam małe zmiany. Dopiero teraz się zorientowałam, ile czasu upłynęło od tego jak Karolina jest w ciąży i wyszło mi dwadzieścia pięć tygodni, dlatego fragment o poronieniu jest nieważny.
~


-Ale dlaczego nie mogę jechać?- krzyknęłam, gdy usłyszałam, że pani Ewelina nie wyraża zgody na mój wyjazd do Szczecina.

-Nie puścimy cię samej, zrozum to.
-Ale przecież nie jadę sama, tylko z Gosią. Nie rozumiem, czemu nie mogę. Byłam w Hiszpanii, byłam w Austrii, a do Szczecina już nie mogę jechać?- byłam wściekła na panią Ewelinę. Całe szczęście wsparcie znalazłam w mojej przyjaciółce, która jak zwykle okazała się być niezawodna.
-Mamo, puście ją do tego Szczecina. Wiesz, ile to dla niej znaczy? Przecież gdyby tata zapadł się pod ziemię, też byś robiła wszystko, aby go znaleźć- powiedziała i posłała mi uśmiech.
-Sama nie wiem.
-No proszę- powiedziałam i zrobiłam oczy smutnego psiaka.
-No dobra, ale w piątek odrabiasz wszystkie lekcje na poniedziałek i w jesteś w niedziele nie później niż o dwudziestej trzeciej.
-Dziękuję, dziękuję- ucieszyłam się jak małe dziecko.
-Szkoda, że ja ci nie mogę pomóc w poszukiwaniach- odparła Karolina ze smutkiem.
-Jak tylko coś będę więcej wiedziała, to pierwszą cię poinformuję- oznajmiłam.
-Czekam na telefon.
-Ok.


W piątek zaraz po szkole wpadłam na chwilę do szpitala, żeby pożegnać się z Karoliną, a następnie szybko udałam się do domu, żeby odrobić lekcje. Wszystkie potrzebne rzeczy spakowałam już poprzedniego dnia, dlatego tylko wskoczyłam pod prysznic, zmieniłam ubrania na wygodniejsze i około siedemnastej przyjechał po mnie Tomek, który miał nas odwieź na dworzec. Sprawdziłam jeszcze raz, czy wszystko mam i zeszłam do samochodu.
Około siedemnastej trzydzieści staliśmy już na peronie i czekaliśmy na nasz pociąg, który zjawił się około osiemnastej. Gosia pożegnała się z Pawłem i wsiadłyśmy do pociągu, który ruszył po piętnastu minutach.
Na początku drogi żadna z nas się nie odzywała, tylko była pochłonięta we własnych myślach, ale w końcu Gosia postanowiła chyba przerwać tą ciszę.
-Masz jakiś plan w ogóle?- zapytała, odkładając książkę na siedzenie obok.
-Szczerze? To nie myślałam. Nie wiem nawet od czego zacząć. Na pewno spotkam się z takim jednym kolegą Oskara. Pisałam z nim na fejsie i się dogadaliśmy. Filip powiedział, że postarał mi się pomóc na tyle, ile to będzie możliwe.
-Aha- odparła i wróciła do lektury, a ja założyłam słuchawki i włączyłam sobie muzykę Marylna Mansona.
Po pięciu godzinach jazdy znaleźliśmy się w Szczecinie. Zabrałyśmy swoje rzeczy i wysiadłyśmy z pociągu. Na peronie czekała na nas kuzynka Gosi, Emilka, która zgodziła się, żebyśmy u niej. Udałyśmy się na parking, wsiadłyśmy do auta i pojechałyśmy do mieszkania Emilii.

*Kuba*
-A jakby tak poczekać aż Karolina urodzi- zaproponowałem lekarzowi, który z nami rozmawiał na temat tego, kiedy zacząć chemioterapię- To tylko dwa i pół miesiąca.
-Owszem, moglibyśmy, ale im szybciej, tym lepiej. Może się wydawać, że dwa i pół miesiące to niewiele, ale dla choroby to dużo czasu, aby mogła postępować bardziej. Trzeba ją ratować, zanim dojdzie do przerzutów, bo w przeciwnym razie nie ma szans na całkowite wyzdrowienie- tłumaczył lekarz.
-No dobra, ale jeśli dziecku się coś stanie?- podawałem swoje argumenty za tym, aby przełożyć chemioterapię na później.
-Ale może też dojść do tego, że płód będzie martwy.
-Przepraszam, ja też tu jestem i to chyba ja mam najwięcej w tym temacie do powiedzenia- odezwała się Karolina, którą w tym momencie rzeczywiście zignorowaliśmy z lekarzem.
-No dobra, wysłuchajmy teraz może ciebie- zwrócił się do niej onkolog.
-Na razie nie mam złych wyników, żadnych przerzutów. Może byśmy wstrzymali z tą terapią jak najdłużej. Oczywiście na kontrole często bym się stawiała i jeśli wyniki znacznie się pogorszyły od razu bym się zdecydowała na chemioterapię- powiedziała i mi się zrobiło głupio, że to nie ja no wpadłem, a ten pomysł był bardzo dobry.
-Dwa razy w tygodniu, poniedziałek i czwartek jesteś u mnie na kontroli i jak tylko wyniki znacznie się pogorszą, to zaczynamy chemioterapię.
-No dobra- zgodziła się Karolina i posłała mi uśmiech, który odwzajemniłem.
-Zaraz przyniosę ci wypis i ten poniedziałek sobie odpuścimy- lekarz wyszedł z sali, a Karolina jak tylko to usłyszała, zaczęła się pakować. Poszła do łazienki się przebrać i dziesięć minut później siedziała gotowa na łóżku. Sprawdziła jeszcze szafki, czy wszystko zabrała i po niedługim czasie wrócił doktor z dokumentami. Karola wszystko podpisała i mogliśmy opuścić to przygnębiające miejsce.
-To co robimy?- spytałem, gdy wsiedliśmy do samochodu.
-Jest jedenasta, a ty masz prawko, a nie jak Oskar, który jeździł bez. Jakbyśmy teraz pojechali do domu po rzeczy. To może o trzynastej wyjechali z Wrocka i byśmy na 17-18 zajechali do Szczecina. Chciałabym pomóc Ance w jej własnym dochodzeniu, które w ogóle mi się nie podoba- oznajmiła, a ja się uśmiechnąłem pod nosem i odpaliłem auto.
-Teraz cię zawiozę, pojadę do siebie, a potem przyjadę i ruszamy w trasę- powiedziałem i ruszyłem z parkingu. Zawiozłem Karolinę do jej domu, a potem sam pojechałem do swojego.
*Karolina*
Stanęłam przed drzwiami i wzięłam głęboki oddech. W końcu nacisnęłam na klamkę i drzwi się otoworzyły.
-Damian, to ty?- usłyszałam głos mamy, który dochodził z kuchni. Rzuciłam torbę w przedpokoju i udałam się przywitać z mamą.
-Hej- powiedziałam, stając w progu. Mama akurat zmywała naczynia. Słysząc mój głos, zakręciła wodę i spojrzała się w moją.
-Karolcia- odparła i podeszła do mnie, aby mnie przytulić- Wypuścili cię ze szpitala? A nie miałaś od poniedziałku rozpocząć chemioterapii?- zdziwiła się.
-Nie- odpowiedziałam i dopadłam się do puszki z kukurydzą, którą mama otworzyła do sałatki.
-Wyglądasz jakbyś piłkę połknęła- stwierdziła mama, widząc mój brzuch. Rzeczywiście był wielki, a ja zastanawiałam się, kiedy ten czas tak szybko minął. Pamiętałam dzień, w którym się o tym dowiedziałam. Przez chwilę byłam szczęśliwa, a kilkanaście minut później dostałam wiadomość, że jestem chora. Wtedy zaczął się dramat, ale udało mi się donosić ciążę do 25 tygodnia.
-Jak myślisz mamo, będziesz miała wnuczka, czy wnuczkę?- zapytałam.
-To ty nie wiesz jakiej płci będzie dziecko? Myślałam, że już z miesiąc temu się dowiedziałaś.
-Ustaliliśmy z Kubą, że płeć dziecka do końca ciąży pozostanie dla nas tajemnicą- rzekłam.
-Szkoda, ale myślę, że to dziewczynka będzie. U nas w rodzinie same dziewczyny się rodzą.
-A u Kuby chłopaki. I co powiesz?
-Nieważne jaka płeć będzie. Ważne, aby zdrowe było- mama mnie przytuliła.
-Masz rację. Dobra, ja lecę do siebie do pokoju spakować kilka rzeczy- oznajmiłam.
-A gdzie się wybierasz?
-Jadę z Kubą do Szczecina pomóc Ani.
-Ale w twoim stanie to bezpieczne?- zapytała mama z troską w głosie. Ja tylko dałam jej całusa i poszłam do swojego pokoju. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i byłam gotowa do wyjazdu. Około trzynastej Kuba po mnie przyjechał i ruszyliśmy w stronę Szczecina. W połowie drogi zatrzymaliśmy się na stacji benzynowej, aby zrobić sobie przerwę.
Kiedy siedzieliśmy już w aucie i jedliśmy hot-dogi, gdzieś pięćdziesiąt metrów dalej ujrzałam wysokiego blondyna. Przyjrzałam się mu dokładniej, ale nawet się nie odwrócił w naszą stronę, a szkoda, bo z tyłu był bardzo podobny do Oskara. Nawet miał podobny kombinezon jak jego, ale motocykl był zupełnie inny, dlatego nawet nie powiedziałam o tym Kubie i uznałam to za przypadek. Później całą drogę karciłam się w myślach, że nie podeszłam do tego chłopaka i nie upewniłam się, że to nie Oskar. Może to był akurat on, ale mówi się trudno.
Tak jak planowaliśmy, o osiemnastej byliśmy w Szczecinie. Od Tomka, kuzyna Oskara, Kuba wyciągnął adres, gdzie mieszka ta Emilka, u której nocują Ania z Gosią. Zaparkowaliśmy auto i zaczęliśmy szukać odpowiedniego bloku. Dzięki uprzejmości jednej pani, nie męczyliśmy się z tym zbyt długo. W końcu stanęliśmy przed drzwiami mieszkania kuzynki Gosi. Kuba zadzwonił i czekałyśmy aż ktoś nam otworzy. Po chwili usłyszeliśmy jak ktoś przekręca klucz w drzwiach i ujrzeliśmy Gosię, która była bardzo zdziwiła się, widząc nas.
-Co wy tu robicie?- zapytała.
-Na razie mam przełożoną chemię, dopóki nie urodzę albo nie pogorszą mi się wyniki, dlatego przyjechaliśmy pomóc Ani- oznajmiłam- A ty sama jesteś?
-Nie, z Anią. Dzisiaj mamy dla siebie całe mieszkanie, bo moja kuzynka pojechała do Polic, do swojego chłopaka- powiedziała Gosia i wpuściła nas do środka. Zaprosiła mas do salonu, gdzie na sofie siedziała Ania, która jak tylko mnie zobaczyła, prawie mnie udusiła.
-Co wy tutaj robicie?- zapytała po chwili, patrząc to na mnie, to na Kubę- Przecież ty pojutrze masz zacząć chemioterapię.
-Udało nam się porozmawiać z lekarzem, który zgodził się na przełożenie chemioterapii- wyjaśnił Kuba i objął mnie w pasie.
-Chcę ci pomóc w twoim śledztwie- przy ostatnim wyrazie narysowałam w powietrzu cudzysłów.
-W sumie, to i tak już spotkałam się z byłą Oskara, która dużo w tej sprawie nie wniosła, a jutro mam spotkać się z jego najlepszym kolegą ze szkoły.
-Spotkałaś się z jego byłą?- byłam zaskoczona tym wyznaniem.
-Co w tym takiego dziwnego?
-No nic- powiedziałam i położyłam się na sofie. Nogi mi strasznie spuchły i potrzebowałam tego.
-Nie za wygodnie ci?- zapytała Ania, zwalając moje nogi.
-Jak będziesz w szóstym miesiącu ciąży, to też będziesz marzyła, żeby tylko się rozłożyć na łóżku, bo tak cię będą nogi bolały.
-Może mam ci je jeszcze masować?- zapytała, a ja pokiwałam twierdząco głową. Już chciałam się wygodnie ułożyć i swoje nogi położyć na jej, ale ona tylko przebiegle się uśmiechnęła i wstała. Pokierowała się do kuchni, a jej miejsce zajął Kuba.
-Tak w ogóle, to gdzie wy będziecie spali?- zapytała Gosia, opierając się o komodę.
-Za nim wyjechaliśmy, zarezerwowałem nam pokój w hotelu, więc o to się nie martw- odezwał się Kuba.
-Ok, napijecie się czegoś?- zaproponowała nam Gosia, ale oboje odmówiliśmy. Chwilę jeszcze gadaliśmy, a Ania cały czas nie wróciła z kuchni. W końcu postanowiłam sprawdzić. Z trudem wstałam z tapczanu i poszłam do pomieszczenia. Anka stała przy oknie z opartymi łokciami o parapet. Podeszłam bliżej i stanęłam obok. Po policzkach płynęły jej łzy.
-Co się dzieje? Czemu płaczesz?- zapytałam.
-Zazdroszczę ci- odparła cicho- Masz kochających rodziców, Kubę, który oddałby za ciebie życie, za dwa i pół miesiąca zostaniesz mamą, a ja co mam? Gówno mam.
-Masz mnie, masz Kubę, moich rodziców, nawet Gosię i Tomka. No i przede wszystkim też zostaniesz mamą.
-Nie wiem, czy będę umiała kochać to dziecko.
*Ania*
To był pierwszy raz, kiedy tak pomyślałam, ale prawda była taka, że gdyby nie ciąża, nie byłoby pewnie tego całego zamieszania.
-Co ty wygadujesz?- Karolina się trochę uniosła- Przecież to nie wina dziecka, że stało się jak się stało.
-Ale może to wszystko inaczej by się potoczyło i Oskar byłby z nami.
-No może, ale stało się jak się stało i musisz się z tym pogodzić. Musisz się też przygotować na to, że nigdy już go nie zobaczysz.
-A pomożesz mi przy dziecku?- zapytałam.
-Jeśli będzie mi dane dożyć narodzin twojego dziecka, to tak- posłała mi uśmiech, ale nie do końca przekonywujący, a ja się rozkleiłam jeszcze bardziej.
-Karolina, nie wyobrażam sobie tego, że ty możesz umrzeć. Powiedz, że to jakiś koszmar- odparłam, przytulając się do niej. Z jej oczu również zaczęły lecieć łzy.
-Błagam cię, nie mów tak. To mnie jeszcze bardziej dołuję, a ja chcę walczyć.
-Ok, postaram się- wymusiłam uśmiech.
-O której się umówiłaś z tym Filipem?- spytała nagle.
-Widzę zmiana tematu. Umówiłam się z nim jutro o dwunastej w parku Kasprowicza. Jest to kawał drogi, ale może jak zagadam z Kubą to się zgodzi.
-Ja się na nic nie zgadzam- usłyszałyśmy. Obie odwróciłyśmy się w stronę drzwi kuchennych i zobaczyłyśmy Kubę.
-No ale to spory kawał stąd, a ja na to spotkanie chcę zabrać Karolinę- spojrzałam w jej stronę, a ona puściła mi oczko.
-Dobra, ale pod jednym warunkiem. Będę miał na was dwie oko. Niewiadomo co to za typ.
-Ok- zgodziłyśmy się obie równocześnie.
Na drugi dzień, Park Kasprowicza
Kuba zatrzymał się przy przychodni, znajdującej się obok parku.
-Może ty jednak zostaniesz Karolina?- spytał ją chyba po raz setny. Mnie wcześniej też próbował zmusić do zostania w domu i zaproponował, że to on pogada z Filipem.
-Od początku była umowa, że idziemy we dwie- odparła i wysiadła z auta, trzaskając drzwiami. Ja zrobiłam to samo. Byłam ciekawa, dlaczego tak gwałtownie zareagowała.
-Zaczekaj!- złapałam ją za rękę- O co ci chodzi, przecież to o mojego chłopaka chodzi, a nie twojego, więc po co się na Kubę wkurzasz?
-Bo mnie takie coś denerwuje. Obchodzi się ze mną jak jakimś jajkiem. Bo co? Jestem w ciąży i mam białaczkę?
-On cię kocha i nie chce, żeby coś ci się stało.
-Na pewno gdyby nie moja obecna sytuacja, nie traktował by mnie tak. Zauważyłaś, że już nawet na wyścigi nie jeździ?- Karolina się mi żaliła, gdy szłyśmy w stronę parku. Może i miała rację, że Kuba nie traktował ją jak dawniej i nawet ja zaczęłam trochę inaczej na nią patrzeć. Jednak to dalej była ta sama Karolina.
-Zobaczysz, urodzisz dziecko, wyzdrowiejesz i będzie jak dawniej- to jedyne słowa, na które byłam w stanie się wysilić, żeby się nie poryczeć.
-Łatwo powiedzieć- skomentowała i już kolejne słowa cisnęły mi się na język, ale ujrzałam Filipa na jednej z ławek. Poznałam go od razu, bo widziałam jego zdjęcia na facebook'u. Podeszliśmy do niego bliżej.
-Cześć, Ania, a to moja przyjaciółka Karolina- przedstawiłam nas.
-Cześć, jestem Filip- on również to zrobił i pocałował każdą z nas w dłoń. Był całkiem szarmancki i wydawał się być sympatyczny. Usiedliśmy na ławce i zapanowała chwilowa cisza, którą przerwał stary przyjaciel Oskara.
-A więc pisałaś do mnie, że Oskar zaginął. Chciałabyś się rozumiem czegoś dowiedzieć?- zapytał. Niepewnie kiwnęłam głową na tak.
-Jaki Oskar był w gimnazjum, z jakimi ludźmi się zadawał, czy komuś zaszkodził?
-Oskar był spokojnym chłopakiem w pierwszej i drugiej gimnazjum, no i może przez połowę trzeciej klasy. Potem się całkowicie zmienił. Brał udział w nielegalnych wyścigach, palił papierosy, pił alkohol. Gdy zaczął się zmieniać, chciałem mu jakoś pomóc, ale nie chciał tej pomocy. W końcu jego rodzice postanowili wyprowadzić się do Wrocławia i zerwaliśmy ze sobą kontakt. Nie wiem, czy tutaj miał jakiś wrogów, ale nie wydaje mi się, żeby tak.
-No dobra, a nielegalne wyścigi? Brał udział w nich może?
-Nie i tego jestem pewien, że jak mieszkał w Szczecinie, nie ścigał się. Dopiero potem jak się przeprowadził, ale wydaje mi się, że już to wiesz.
-No tak- potwierdziłam.
-A jakąś dziewczynę miał tutaj?- zasugerowała Karolina, jednak Filip szybko nas uspokoił. Potem już nie było o co go pytać, dlatego się pożegnaliśmy i wróciłam z Karoliną do Kuby.
Kilka godzin później byliśmy już we Wrocławiu.

piątek, 20 maja 2016

16

Ulżyło mi, gdy zobaczyłam, że to nie jest Oskar. Na twarzy pani Kamili również można było dostrzec ulgę.
-To nie jest Oskar- stwierdziłyśmy równocześnie.
-Dziękujemy i przepraszamy, że musieliśmy panie niepokoić- oświadczył lekarz- Chcieliśmy mieć pewność.
-No dobrze. Do widzenia- poszłyśmy z mamą Oskara do taksówki i wróciłyśmy do jej domu. Wróciłyśmy do tego, co robiłyśmy wcześniej, czyli do przeglądania pokoju Oskara. Postanowiłam wziąć jedną z książek, stojących na regale. Możliwe, że gdzieś między kartkami miał coś ukryte. Okazało się, że miałam rację. No prawie, bo za tą książką zauważyłam jakiś woreczek. Od razu poznałam, co się w nim znajduje.
-Pani Kamilo, czy wiadomo coś pani na temat, żeby Oskar brał narkotyki?- zapytałam.
-Dziecko, o czym ty do...- mama mojego chłopaka podeszła bliżej i zauważywszy woreczek z marihuaną, zrobiła się bardzo blada- Gdzie to było?
-Tutaj- wskazałam na lukę pomiędzy jego kolekcją książek o motocyklach- W co on się wpakował?- zapytałam raczej samą siebie niż panią Dobrowolską. Siadłam na podłodze i zaczęłam płakać. Nie wiedziałam już, co mam robić. To była jakaś paranoja. Powtarzałam to już i powtórzę po raz kolejny, przecież on gdzieś musi być.
~Karolina~
Siedziałam na matmie, która była ostatnią lekcją i przepisywałam obliczenia z tablicy. Jakoś nie chciało mi się myśleć samej nad zadaniem, a zawsze robiłam sama i do przodu. Jednak nie tego dnia. Dzień wcześniej się cieszyłam, że ten ostatni tydzień mogę spędzić ze znajomymi z klasy, ale od rana źle się czułam. Co chwila kręciło mi się w głowie i mimo tego, że mama kazała mi zostać w domu, ja się uparłam, że pójdę.
-Karolina, do tablicy- usłyszałam swoje imię i już miałam wstać, ale zauważyłam na swoim zeszycie czerwone plamki- Co się dzieje?- zapytała i tylko to usłyszałam, bo straciłam przytomność.
~Ania~
Około czternastej wróciłam do domu. Nikogo jeszcze nie było. Rodzice Karoliny w pracy, Natalia była u swojej babci na wsi, a Karolina możliwe, że z koleżankami gdzieś na mieście.
Byłam głodna i naszła mnie ochota na lody. Poszłam więc do kuchni i wyciągnęłam z zamrażalnika pudełko truskawkowej Algidy. Wiem, że to były lody Karoliny, ale trudno. Kupi sobie drugie opakowanie. Siadłam na kuchennym blacie i zaczęłam pałaszować. Kiedy kończyłam, usłyszałam, że ktoś wchodzi do domu. Przestraszyłam się i pudełko wylądowało na podłodze. Zeskoczyłam z blatu i poszłam na przedpokój. Zobaczyłam tam Kubę. Był bardzo nerwowy.
-Stało się coś?- zapytałam.
-Tak, stało się. Karolina wylądowała w szpitalu. Na matmie straciła przytomność i zabrała ją karetka.
-Jedziesz teraz do niej?
-Tak, wpadłem tylko po jej rzeczy, ale jak chcesz jechać ze mną, to się zbieraj- oświadczył i poszedł pakować jej ubrania. Ja w sumie zarzuciłam tylko buty i bluzę. Stanęłam w pokoju Karoliny i patrzyłam jak Kuba nerwowo pakuje jej rzeczy. Gdy skończył, spojrzał jeszcze na biurko, a dokładnie na zdjęcie stojące na nim.
-To też weź- powiedziałam delikatnie i podeszłam bliżej. Wzięłam zdjęcie i wrzuciłam do torby- Jedziemy?- zapytałam. Bardzo chciałam zobaczyć, co z moją przyjaciółką.
-Tak- powiedział, ale nie ruszył się.
-Kuba, co się dzieje?
-Zdjęcie USG gdzie jest?- nie odpowiedziałam, tylko podeszłam do szafki, gdzie Karolina trzymała wszystkie takie dokumenty i wyciągnęłam zdjęcie ich dziecka. Podałam je Kubie, który gdy tylko na nie spojrzał, rozkleił się. Pierwszy raz widziałam płaczącego Kubę.
-Co się dzieje?- podeszłam do niego i przytulił się do mnie jak mały chłopiec.
-Boję się, że stracę i dziecko, i Karolinę- odparł, a ja nie wiedziałam, co mam powiedzieć. On się bał o to, że Karolina może umrzeć, a tym czasem nie wiadomo co działo się z Oskarem.
-Jedziemy?- postanowiłam szybko zmienić temat. Kuba przytaknął i zeszliśmy do auta. Wsiedliśmy i ruszyliśmy do szpitala.
Na miejscu byliśmy po pół godzinie, ponieważ były korki. Wzięliśmy rzeczy, które mieliśmy dla Karoliny i poszliśmy do szpitala. Udaliśmy się do windy i Kuba nacisnął przycisk obok którego był napis "ONKOLOGIA". Wyglądało to przerażająco. Po kilku sekundach otworzyły się drzwi i znaleźliśmy się na oddziale, gdzie leżała moja przyjaciółka. Kuba ruszył przodem, bo on wiedział, gdzie leży Karolina. Weszliśmy do sali i ujrzeliśmy dziewczynę, która była bardzo zmęczona, ale widząc nas, pojawił się błysk w jej oczach i zmęczenie z jej twarzy bardzo szybko zniknęło.
-Cześć, jak się czujesz?- siadłam na krześle obok Karoliny.
-Jak was zobaczyłam, od razu mi się lepiej zrobiło- odparła, cały czas starając się utrzymać uśmiech.
-Wiesz, że przed nami nie musisz udawać?- zapytałam i po chwili w oczach Karoli pojawiły się łzy. Wiedziałam, że długo nie wytrzyma z udawaniem silnej.
-Ania, Kuba, ja się tak boję- powiedziała i po kilku sekundach siedzieliśmy w trójkę na jej łóżku, zamknięci w szczelnym uścisku.
*Karolina*
Siedzieliśmy tak i siedzieliśmy, i nikt z nas nie miał zamiaru przerywać. Tego właśnie potrzebowałam, bliskości moich przyjaciół, a nie jakiś frazesów, że będzie dobrze. Brakowało tylko Oskara. Swoją drogą, zastanawiałam się, co się z nim stało, ale pewnie jak każdy.
-Ania, a co z Oskarem?- zapytałam w końcu, przerywając ciszę.
-Żadnych wieści, ale w pokoju Oskara, znalazłyśmy z panią Kamilą marihuanę. Mam zamiar poprosić Tomka, aby skontaktował się z dilerami- odparła Ania.
-Palił to świństwo?- zaskoczyło mnie to.
-A skąd mam wiedzieć? Myślałam, że znam go bardzo dobrze, a tu jednak jest zupełnie inaczej- westchnęła. Chciałam coś powiedzieć, ale wszystko brzmiało jak banał. Z resztą uznałam, że słowa są zbędne. Po jakimś czasie ogarnęła mnie senność i poszłam spać.
*Ania*
Po tym, jak Karolina poszła spać, wróciłam do domu. Rzuciłam się na łóżko i moja ręka odruchowo powędrowała na brzuch. Leżałam tak dosyć długo, aż wpadłam na pewien pomysł. Przypomniałam sobie, że Oskar do podstawówki i gimnazjum chodził do Szczecina. Dopiero od dwóch lat mieszkał we Wrocławiu. Tak sobie pomyślałam, że mogłabym pojechać w najbliższy weekend do Szczecina. Wiadomo, że pani Ewelina samej by mi nie pozwoliła jechać, ale była jeszcze Gosia, którą bardzo lubiłam i z nią mogłaby mnie puścić, bo Karolina odpadała. Za nim jednak podjęłam decyzję o rozmowie z rodzicami Karoliny, postanowiłam spytać się Gosi, czy mogłaby ze mną pojechać. Całe szczęście bez problemu się zgodziła. Teraz zostało tylko załatwić to z panią Eweliną i panem Damianem. Niestety tego dnia nie miałam okazji pogadać z nimi, bo za nim wrócili, ja już spałam.

poniedziałek, 9 maja 2016

15

...podeszło do mnie jakichś dwóch gości. Byli mniej więcej w wieku Oskara, czy Karoliny. Jeden był blondynem, a drugi miał rude włosy. Trochę się ich przestraszyłam i przypomniałam sobie jak z Gosia zostałyśmy porwane przez Kacpra.
-No hej piękna, a co ty tu robisz sama?- jeden z nich podszedł do mnie bliżej i odgarnął moje włosy.
-Chuj cię to obchodzi- odpowiedziałam. Wtedy podszedł do mnie ten drugi koleś.
-Nie dość, że piękna, to jeszcze zadziorna. Lubię takie- powiedział ten rudy.
-Ciekawe, czy jest dobra w łóżku- odparł blondyn. Zaczęli mnie obaj denerwować. Miałam chłopaka, byłam w ciąży, to chyba musiałam być dobra, no nie? No ale nie wypowiedziałam tego na głos.
-Odpierdolcie się ode mnie- warknęłam na nich. Oni się tylko zaśmiali.
-Ciekawe, czy umie się całować- rudy zbliżył się do mnie i pewnie by mnie pocałował, gdyby nie fakt, że wszyscy usłyszeli silnik od samochodu. Odwróciliśmy się w stronę dobiegającego dźwięku, a mi ulżyło, widząc kierowcę i pasażerkę. Brunet i blondynka wysiedli z auta i podeszli do nas.
-Cześć Anuś- Kuba złapał mnie w talii, a ja spojrzałam na niego zaskoczona. Anuś? Złapanie w talii? O co w tym wszystkim chodzi. Jeszcze Karolina nic nie mówi. Po chwili poczułam uszczypnięcie, więc domyśliłam się, że mam tego na razie nie komentować.
-Myślicie, że jesteśmy tacy głupi, żeby nie wiedzieć, która z kim tak naprawdę chodzi?- spytał rudy. Wspominałam już wcześniej, że mnie strasznie wkurzali?
-Nie słyszeliście, że chce abyście się od niej odpierdzielili- zareagował Kuba.
-Dobra, dobra, spokojnie, bo ci żyłka pęknie- odeszli od nas, a my wsiedliśmy do auta Kuby.
-I co znalazłaś coś?- zapytała. W jej głosie było słychać satysfakcję.
-Nie.
-A nie mówiłam. I po co się narażałaś? No powiedz po co? A w ogóle, to ci kolesie ci nic nie zrobili?
-Nie, a i przepraszam za to, co powiedziałam w domu. Nie chciałam, żeby tak wyszło- powiedziałam skruszona.
-Przeprosiny przyjęte- spojrzała się na mnie w lusterku i posłała mi uśmiech.
-I tak byś długo beze mnie nie wytrzymała- wytknęłam jej język i się zaśmiałyśmy obie.
-No może- przyznała i spojrzała się przez okno. Zauważyłam na jej twarzy smutek.
-Co się dzieje?- szturchnęłam ją w ramie.
-Nic się nie dzieje- odpowiedziała cicho. Jakoś nie chciało mi się w to wierzyć.
-Kogo oszukujesz?
-Nie rozumiem, o co ci chodzi teraz Ania- udawała, że nic się nie stało.
-Serio? Będziesz teraz udawać, że nie wiesz, o co chodzi?- tym razem odezwał się Kuba.
-Doskonale wiesz, o co chodzi Karola- odparłam.
-Może i wiem, ale nie chce mi się o tym gadać teraz. Auto to nie najlepsze miejsce na takie pogaduszki.
-No ok- wszyscy zamilkliśmy i w ciszy wróciliśmy do miasta.
~Karolina~
Kiedy dotarliśmy pod nasz blok, poprosiłam Kubę, aby wszedł z nami na górę. Zgodził się i po dziesięciu minutach cała nasza trójka siedziała w moim pokoju na łóżku. Ja wylądowałam po środku, z mojej lewej strony Kuba, a Ania z prawej.
-No to słuchamy cię Karolina- od razu powiedziała Ania.
-Bo miałam wam powiedzieć wcześniej, ale nie byłam gotowa na to i zebranie tych wszystkich myśli w głowie zajęło mi trochę. A więc od następnego poniedziałku zaczynam chemioterapię. Miało być to dopiero za miesiąc, ale zwolniło się miejsce na oddziale i lekarz uznał, że nie ma na co czekać, tym bardziej, że jestem w ciąży- opowiedziałam im, a oni mnie przytulili. Długo mnie ściskali, ale nie chciałam, żeby tego przerywali. Było mi tak dobrze.
-Kocham Cię Karolina, a właściwie to was- poczułam po jakimś czasie na brzuchu rękę Kuby.
-Moja przyjaciółka- dodała również Ania. Uśmiechnęłam się delikatnie i moja dłoń wylądowała na dłoni Kuby. Kiedy tak siedzieliśmy, usłyszeliśmy, że ktoś wchodzi do mieszkania. Byłam zdziwiona, bo tata zabrał mamę do teatru i na romantyczną kolację, a była taka pora, że powinni byli być jeszcze na spektaklu. Chyba, że się pokłócili, ale akurat w to wątpiłam. Wyszliśmy na przedpokój i ujrzałyśmy uśmiechniętą od ucha do ucha Natalię? Myślałam, że się przewidziałam. Spojrzałam na Kubę i na Anię. Ciekawe, czy wyglądałam tak samo jak oni.
-Co, co ty tu robisz?- wyjąkałam.
-Zwiałam ze szpitala- odpowiedziała spokojnie, a mnie zatkało.
-Jakim cudem?- spytała Ania.
-Jeny, dwa razy zapomniałam wziąć tabletek i już wielkie halo. Przyjechałam po kilka rzeczy i jadę do koleżanki, u której mam przenocować.
-A do której koleżanki jedziesz?- w mojej głowie zrodził się plan, dlatego musiałam jak najwięcej informacji wyciągnąć od niej.
-Do Zośki- odparła i zniknęła w swoim pokoju. Teraz wystarczyło tylko powiedzieć rodzicom. W szpitalu się o nią za pewne martwili i mama z tatą już zdążyli się o tym dowiedzieć. Nie myliłam się, bo po chwili oboje weszli do mieszkania. Mój plan legł w gruzach, ale jakoś za specjalnie nie byłam zawiedziona. I tak Natala wpadła, i tak.
Rodzice wpadli do jej pokoju i zaczęła się awantura. Spojrzeliśmy się na siebie i postanowiliśmy wrócić do mojego pokoju. Ania siadła na fotelu przy moim biurku, a ja z Kubą położyliśmy się na łóżku.
-Przyjedziesz po nas jutro?- zapytałam. Niestety jutro trzeba było iść do szkoły, ale w sumie to nawet się cieszyłam. Mimo tego, że było dużo sprawdzianów w tym tygodniu. Ale miał być to ostatni tydzień przed chemioterapią i chciałam go spędzić, nie myśląc o tym, co mnie czeka, ze znajomymi z klasy.
-Ja nie idę jutro do szkoły- wtrąciła Ania.
-A to dlaczego?- zdziwiłam się.
-Mój chłopak zniknął, ja nawet nie będę umiała się skupić.
-Jak ci pozwolą moi rodzice, to spoko, ale nie powinnaś opuszczać lekcji.
-We wtorek już pójdę, ale jutro nie rady.
-Ok.
(...)
~Ania~
Poniedziałek. Siedziałyśmy razem z mamą Oskara w jego pokoju i przeglądałyśmy jego rzeczy. Policjanci się niby rozejrzeli po jego pokoju, ale mogli coś przeoczyć, dlatego zajęłyśmy się tym same. Długo panowała cisza, ale w końcu postanowiłam się odezwać.
-Proszę pani, bo wczoraj nie miałam, żeby pani powiedzieć tego, a nie wiem, czy Oskar zdążył pani powiedzieć.
-Zdążył powiedzieć- pani Kamila posłała mi ciepły uśmiech- Nie planowałam tak wcześnie zostać babcią, ale cieszę się z tego.
-Szkoda, że moja mama się nie doczekała tego momentu. Pewnie nie byłaby z tego zadowolona, ale dumna na pewno tak.
-Ania, przepraszam, że spytam się ciebie tak wprost. Co z twoim ojcem?- zapytała, a ja zamarłam.
-W sumie, to dawno go nie widziałam, więc nawet nie wiem- odpowiedziałam i szybko zmieniłam temat. Nie miałam ochoty o tym rozmawiać- Myśli pani, że coś znajdziemy?- przeglądałam akurat jakiś jego kalendarz.
-Mam nadzieję, że tak. Przecież Oskar musi gdzieś tu być- odparła i wtedy zadzwonił jej telefon. Wyjęła swojego smartfona z kieszeni i odebrała. Po skończonej rozmowie się rozpłakała. Ja zapytałam się, o co chodzi, ale nie była w stanie mi dać odpowiedzi. Po chwili jej powiedziała, że znaleziono ciało chłopaka w kombinezonie i był podobny do Oskara. Wyłowiono je z pobliskiego jeziora. Zerwałyśmy się na równe nogi i zadzwoniłyśmy po taksówskę. Pół godziny później byliśmy na miejscu. Było tam już pogotowie i policja. Czekali tylko, żeby ustalić tożsamość chłopaka. Podeszliśmy bliżej i lekarz odsunął worek ze zwłokami...

Przepraszam, ale zapomniałam dodać opowiadanie na bloggera. Na wattpadzie było już dostępne od piątku, a żeby tu dodać, wyleciało mi z głowy.

środa, 4 maja 2016

14

~Karolina~
Wróciłam do domu ze spaceru z Kubą. Rodziców nie było, bo pojechali do dziadków. Pierwsze, co zrobiłam, to zajrzałam do Ani. Byłam ciekawa jak przebiegła jej rozmowa z Oskarem. Zobaczyłam, że śpi. Nie chciałam jej budzić, ale przez przypadek na coś nadepnęłam i moja przyjaciółka otworzyła oczy. Ja sprawdziłam, na co nadepnęła. Ujrzałam zdjęcie Anki i Oskara. Zdziwiłam się, co ono robi na podłodze. Jednak nie skomentowałam tego i podeszłam bliżej koleżanki. Siadłam obok niej na łóżku, a ona podniosła się do pozycji siedzącej. Zauważyłam, że ka zapuchnięte oczy.
-Co się stało?- zapytałam zmartwiona.
-Co ja powiem mojemu dziecku, gdy zapyta o tatę?
-Nie rozumiem?- spojrzałam pytająco na brunetkę, która siedziała oparta o ścianę.
-Oskar nie chce mnie znać- oznajmiła mi, a ja myślałam, że zaraz wybuchnę złością. Jedyną rzeczą jaką miałam ochotę zrobić w tamtej chwili, to zabić tego idiotę.
-Dobra, zbieraj się Anka- oznajmiłam- Jedziemy.
-Ale gdzie?- zapytała zdezorientowana piwnooka.
-Zobaczysz, zbieraj się- odparłam i poszłam na przedpokój zakładać buty. Ania zrobiła to samo i po jakimś czasie siedziałyśmy już w jednym z wrocławskich autobusów.
Dotarłyśmy na miejsce po kwadransie. Ania od razu zauważyła, dokąd zmierzają.
-Ja tam nie idę- oświadczyła, a ja ją złapałam za nadgarstek i pociągnęłam w stronę domu Oskara. Wiedziałam, że może to być dla niej ciężkie, ale musiałam pogadać z tym idiotą Oskarem. Gdy dotarliśmy pod posesję Dobrowolskich, zastaliśmy tam radiowóz policyjny. Obie spojrzałyśmy na siebie zdziwione, ale w oczach Ani dostrzegłam przerażenie. Nie wiedziałam, czy zawrócić, czy iść dalej, ale to Ania podjęła ostateczną decyzję. Podążyła do domu Oskara. Poszłam za nią. Drzwi nam otworzył ojciec, można powiedzieć byłego chłopaka Anki.
-Dzień dobry- powiedziała niepewnie moja przyjaciółka.
-Ania, dobrze, że jesteś. Ciebie ta sprawa też dotyczy- oznajmił Ani i weszłyśmy do środka przerażone. W salonie zastałyśmy dwójkę funkcjonariuszy i zapłakaną panią Kamilę. Pan Artur siadł na sofie obok żony i ją przytulił.
~Ania~
Patrzyłyśmy się z przerażeniem, to Dobrowolskich, to na policjantów, to na siebie.
-Co się stało?- zapytałam przerażona, gdy odzyskałam zdolność mówienia.
-Oskar, on- zaczęła pani Kamila, ale nie skończyła, bo się jeszcze bardziej rozpłakała.
-Co Oskar?- zapytałam i spojrzałam. w kierunku policjantów.
-Oskar Dobrowolski miał wypadek jakąś godzinę temu. Znaleziono jego motocykl zmasakrowany, do tego kask i legitymacja, ale nie odnaleziono nadal jego ciała. Było to jakieś dwadzieścia kilometrów za miastem, w polu, 500m od drogi prowadzącej do Oławy - oświadczył policjant.
-Ale, ale- wydukałam i przed oczami zrobiło mi się ciemno.
(...)
-Ania- usłyszałam i po mału zaczęłam otwierać oczy. Oślepiła mnie rażąca biel. Kiedy przyzwyczaiłam oczy do światła, ujrzałam Karolinę, która siedziała przy mnie. Byłam w szpitalu.
-Co się stało?- zapytałam przerażona- Coś z dzieckiem?
-Z dzieckiem wszystko w porządku. To tylko dlatego, że się zdenerwowałaś- wyjaśniła mi, a ja sobie przypomniałam, co się wydarzyło, za nim straciłam przytomność.
-Co z nim?- zapytałam, przełykając głośno ślinę.
-Nadal nie znaleziono jego ciała. Przeszukali całe miasto, patrole policji nadal się kręcą niedaleko miejsca, gdzie znaleziono motocykl.
-A twoi rodzice, jadą tutaj?
-Tak. Jak przyjadą i ci kroplówka zejdzie, to będziesz mogła wrócić do domu.
-Ok, a myślisz, że lekarz będzie im musiał powiedzieć o ciąży?- spytałam. Chciałam im sama o tym powiedzieć, jak się na to przygotuję. Całe szczęście moja przyjaciółka umie czytać w myślach.
-Rozmawiałam już z nim o tym. Powiedział, że może nie mówić o ciąży, ale masz im to powiedzieć.
-Dziękuję. W ogóle zastanawiam się, co z Oskarem. Jeszcze kilka godzin temu go nie nawidziłam, a teraz się o niego martwię- odparłam.
-Telefonu jego nie można w żaden sposób namierzyć, wszystkie szpitale obdzwonione- zaczęła mówić, a do mojej sali weszli Gosia i Tomek.
-To Karolina, a to jest kuzyn Oskara Tomek i jego dziewczyna Gosia.
-Karolina, mogłabyś nas zostawić samych?- zapytał chłopak, a Karolina spojrzała się na mnie. Kiwnęłam jej głową, żeby wyszła, a ona mnie posłuchała.
-Próbowałem swoich sposobów, żeby namierzyć jakoś Oskara, ale każdy zawiódł. Nie wiadomo, co się z nim dzieje. Przepadł jak kamień w wodę- odparł, a ja go spiorunowałam wzrokiem i wycedziłam przez zęby.
-Oskar ma się znaleźć. Rozumiesz? Ma być na moim połówkowym USG.
-Ania, nie chcę cię denerwować, ale my nawet nie mamy pewności, że on jeszcze...- nie dałam mu dokończyć.
-Nie przyjmuję do wiadomości opcji, że on nie żyje. Ma się znaleźć żywy.
-Ania, ja rozumiem, że to trudne dla ciebie, tym bardziej, że jesteś w ciąży z Oskarem, ale wiesz jaka jest nasza polska policja. Nie mogą albo nie chcą go namierzyć- próbowała mnie pocieszyć. Ja też szukałam jakiegoś logicznego wytłumaczenia tego jego zniknięcia.
-Staram sobie wytłumaczyć jakoś, że jemu telefon się rozładował, on cało wyszedł z tego wypadku i teraz idzie piechotą do miasta- zaśmiałam się tylko dlatego, żeby uwiarygodnić swoją tezę, bo wydawała się trochę absurdalna.
-Chcę wierzyć w tą samą wersję, co ty- Gosia się do mnie uśmiechnęła delikatnie. Wtedy do sali weszła przerażona mama Karoliny.
-Anka, nic ci nie jest?- spytała zmartwiona.
-Spokojnie, to było zwykłe niedotlenienie. Jak tylko zejdzie mi kroplówka, możemy iść do domu- na razie nie chciałam nic mówić o ciąży.
-Słyszałam, co się stało z Oskarem- zaczęła, ale nie miałam ochoty o tym mówić i Karolina to wyczuła, bo jak na zawołanie weszła do sali.
-Mamo, lekarz chciał z tobą gadać- oznajmiła pani Ewelinie, a ona wyszła z sali.
-My się też już będziemy zbierać. Jak coś, to dam ci znać Ania- oświadczyła Gosia i razem z Tomkiem wyszli z mojej sali. Zostałam tylko ja i Karolina. Przy niej nie kryłam łez, tylko na dobre się rozpłakałam. Ona mnie przytuliła i siedziałyśmy w ciszy, dopóki nie zjawiła się mama Karoliny. Kroplówka zdążyła mi zejść, dlatego pielęgniarka mi ją odłączyła i udaliśmy się po wypis do lekarza. Pół godziny później byliśmy już u siebie w domu. Nadal nie było żadnych wieści na temat Oskara. Zamknęłam się w swoim pokoju i podeszłam do regału, gdzie był album z naszymi wspólnymi zdjęciami. Wzięłam go do ręki i zaczęłam przeglądać.
-Oskar, gdzie ty jesteś?- zapytałam szeptem i ze łzami w oczach, a potem przejechałam palcami po sylwetce blondyna. Ciekawiło mnie, czy to jego zniknięcie nie miało związku z ciążą. Myślenie to jednak było błędne, bo po chwili do mojego pokoju weszła moja przyjaciółka. Oznajmiła mi, że dzwoniła pani Kamila i powiedziała, monitoring miejski zarejestrował motocykl Oskara przed sklepem jubilerskim i jubiler zeznał, że Oskar przyjechał kupić jakiś prezent przeprosinowy dla dziewczyny, która jest w ciąży, a on zachował się jak dupek. Trochę mi ulżyło na sercu, ale dalej nie wiedziałam, co się z nim dzieje, a bardzo się o niego martwiłam. W ogóle zastanawiało mnie to, co jego motocykl robił w drugim końcu miasta. Chciałabym się tego od niego dowiedzieć.
-Karolina, pojedźmy proszę w to miesjce, gdzie znaleziono ten motocykl.
-Ale po co ty chcesz tam jechać? Przecież policja już wszystko przeszukała.
-Błagam, pojedźmy tam. Może znajdziemy coś, co oni przeoczyli- odparłam z nadzieją w głosie. Wiedziałam, że ingerowanie w to może być niebezpieczne, ale musiałam dotrzeć do sedna tej sprawy. Przecież Oskar nie zapadł się pod ziemię. Musiał gdzieś być. Żywy, czy nie, ale no, musiał.
-Chesz to sobie jedź, nie będę narażała siebie i dziecka- powiedziała i już chciała wyjść, ale ja złapałam ją za nadgarstek.
-Jesteśmy przyjaciółkami, czy nie?- zapytałam, a ona odwróciła się w moją stronę.
-Jesteśmy, ale nie chcę narażać życia swojego i dziecka- odparła, a ja wtedy wypowiedziałam słowa, których nie przemyślałam.
-Twoje życie i tak już jest zagrożone.
~Karolina~
Zabolało i to bardzo. Byłam ciekawa, czy zdała sobie z tego sprawę.
-Doskonale to wiem i nie musiałaś mi o tym przypominać- wyszłam z jej pokoju i poszłam do siebie płakać. Usłyszałam trzask drzwi, co oznaczało, że zostałam sama, bo rodzice byli na zakupach. Siedziałam i płakałam, bo te słowa były przykre. Doskonale wiedziałam, że umieram, ale jeszcze nie było tak źle. Chciałam, żeby było tak jak zawsze, dopóki mój organizm nie był wyniszczony. Moja przyjaciółka jednak nie zdawała sobie z tego sprawy. Rozpłakałam się i nawet nie próbowałam się od tego powstrzymywać. Usłyszałam mój telefon. Zobaczyłam, że to Ania. Odrzuciłam połączenie i wyciszyłam swojego smartfona. Rzuciłam się na łóżko i leżałam tak, dopóki do mojego w pokoju nie wpadli zdyszani rodzice oraz Kuba.
-Jeny, tak się o ciebie martwiliśmy- odparła moja mama, siadając na łóżku.
-Czemu nie odbierałaś?- zapytał zmartwiony Kuba. Przekręciłam się na plecy i podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Wyciszyłam telefon- odpowiedziałam lakonicznie.
-Ty płakałaś?- spytał Kuba. Spojrzałam na niego spode łba.
-Nie kurwa, tylko oczy podlewałam- odparłam i wróciłam do pozycji w jakiej zastało mnie towarzystwo, czyli położyłam się głową zwróconą do ściany. Usłyszałam zamknięcie drzwi, ale jednak nadal czułam czyjąś obecność. Czułam typowo męskie perfumy, o ostrym zapachu, które mogły należeć tylko do jednej osoby. Następnie poczułam jak bawi się moimi włosami. Było to takie przyjemne uczucie, które mnie zawsze uspokajało.
-Nie wierzę, że mogła coś takiego powiedzieć- odezwałam się i przekręciłam się na drugi bok, żeby widzieć Kubę.
-A co konkretnie powiedziała?- Kuba położył się obok mnie.
-Chciała, żebym z nią poszła w miejsce, gdzie znaleziono motocykl Oskara, ja powiedziałam, że nie chce narażać siebie i dziecka, a ona do mnie, że moje życie i tak już jest zagrożone.
-Nie żebym jej bronił, ale dowiedziała się, że jej chłopak zaginął. Też trzeba ją zrozumieć, ale i tak źle zrobiła, raniąc moją księżniczkę- pocałował mnie w czoło.
~Ania~
Kręciłam się w miejscu, gdzie znaleziono motocykl Oskara. Leżał tam nadal. Nie zabrali go nawet do analizy. Szkoda gadać. Mieli rację, nie było nic ciekawego. Chciałam już wyciągnąć telefon i zadzwonić po taksówkę, kiedy...

sobota, 23 kwietnia 2016

13

~Ania~
Obudził mnie zapach naleśników. Rano działa to na mnie lepiej niż najgłośniejszy budzik. Wstałam z łóżka i spojrzałam na telefon. Była 11.30. Udałam się do kuchni, gdzie siedziały już Karolina z Vanessą.
-Masz może truskawki i bitą śmietaną?- zapytała Karolina Vanessę, a ja się zaczęłam śmiać.
-No co?- zapytała Karolina, spoglądając w moją stronę.
-Zupełnie nic, a znajdzie się jakiś naleśnik dla mnie, czy twój dzidziuś zjadł moją porcję?- zażartowałam.
-Przecież ty zjesz więcej naleśników sama, niż ja w ciąży- skomentowała, ale musiałam przyznać jej rację. Uwielbiam naleśniki i mogę je jeść i jeść.
-Ale mi wystarczy nutella- odgryzłam się, ale mi nie wyszło, bo przypomniała mi, co było kilka tygodni temu.
-Ale to nie dla mnie mama rano leciała po truskawki ostatnio.
-Dobra, skończmy już się przekomarzać- powiedziałam i to był koniec dyskusji. Zjadłyśmy nasze porcje i ja z Karoliną poszłam na górę, aby obudzić naszych chłopaków. Już w kuchni ustaliłyśmy, że ja budzę Kubę, a ona Oskara. Chciałyśmy ich trochę wkręcić.
-Kubuś, kochanie- szturchnęłam lekko chłopaka mojej przyjaciółki. Karolina dokładnie to samo zrobiła mojemu chłopakowi.
-Oskar, skarbie, wstawaj- szepnęła. Żaden z nich nie zareagował. Wtedy wpadłam na pewien pomysł.
-Kuba, Karolina rodzi- oznajmiłam i poskutkowało. W ekspresowym tempie zszedł z łóżka i zaczął się ubierać, ale dotarło do niego, że jest jeszcze za wcześnie. Karolina siedziała na podłodze i cicho chichotała.
-Bardzo śmieszne- skomentował.
-A żebyś wiedział- Karolina podniosła się z podłogi i podeszła do Kuby, a następnie go pocałowała- Szkoda, że swojej miny nie widziałeś.
-A jego to nie budzicie?- spytał z udawanym oburzeniem Kuba. Wtedy ja podeszłam do Oskara i powiedziałam.
-Ktoś ukradł twoje auto- na te słowa Oskar zachował się podobnie, jak Kuba, który usłyszał, że Karolina rodzi. Obie się śmiałyśmy z naszych chłopaków. W tym momencie do sypialni weszli rodzice Vanessy. Wtedy zaczęłyśmy się śmiać jeszcze bardziej, bo Kuba z Oskarem stali w samych bokserkach i nawet nie zdążyli podciągnąć spodni.
-Vanessa!- krzyknął ojciec przyjaciółki, a ona zjawiła się szybko w sypialni. Gdy zobaczyła, co się stało, dołączyła do nas aż nam łzy ze śmiechu leciały.
-Przepraszamy- wydukali tylko i naciągnęli spodnie oraz zarzucili koszulki i wyszli z pokoju. Ja i Karolina również opuściliśmy pokój. Na korytarzu usłyszeliśmy jak rodzice Vanessy komentowali to tylko, ale nie mieli jej tego za złe. Tak wynikało z tej rozmowy. Po pół godzinie się ogarnęliśmy się i udaliśmy się do mnie i Karoliny. Całą drogę komentowaliśmy wczorajszą imprezę. Śmiać nam się chciało na samo wspomnienie Kuby i Oskara w jednym łóżku. Gdy dotarliśmy na miejsce, pożegnali nas nasze chłopaki i udałyśmy się do mieszkania.
*Miesiąc później*
Dwa dni temu przylecieliśmy do Barcelony. W tym mieście jest cudownie. Siedzieliśmy sobie właśnie na tarasie w naszym hotelu i żartowaliśmy sobie, wygłupialiśmy się, rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Każde z nas było podekscytowane meczem, który był zaplanowany na kolejny dzień.
-A ja mam pomysł- wyskoczył nagle Oskar.
-No to mów. Jesteśmy ciekawi tego twojego pomysłu- odparł Kuba, który patrzył na Karolinę jak w obrazek od początku naszej rozmowy.
-A gdybyśmy tak poszli teraz na plażę i...
-I?- spojrzałam na niego z uniesioną brwią, ciekawa, co powie.
-I wrzucimy was do morza- powiedział, po czym wziął mnie na ręce i zaczął się kierować w stronę morza, do którego mieliśmy zaledwie trzydzieści metrów. Zauważyłam, że Kuba to samo zrobił z Karoliną i po niedługim czasie byłyśmy we dwie w wodzie. Chłopaki stali i się z nas śmieli, a my patrzyłyśmy na nich wściekłe. Wyszłyśmy z wody i zaczęłyśmy ich gonić. Ja dopadłam Oskara pierwsza i oboje po chwili pływaliśmy w morzu. Zaraz potem dołączyli do nas Karolina. Zaczęliśmy się chlapać wodą jak dzieci, które pierwszy raz są nad morzem. Kiedy mieliśmy już dość, a było to po jakiejś godzinie, poszliśmy do hotelu przebrać się w suche ubrania. Razem z Karoliną wysuszyłyśmy włosy i ubrałyśmy się w zwiewne sukienki (taa, ja i sukienka, no ale pogoda tego wymagała) i poszliśmy na spacer. Spacerowaliśmy tak dosyć długo. W końcu znowu znaleźliśmy się na plaży. Tym razem się już nie wygłupialiśmy, bo nie mieliśmy już ochoty na kąpiel. Około pierwszej wróciliśmy do naszego apartamentu i każda para położyła się spać w swoim pokoju.
*Kolejny dzień*
To właśnie ten dzień, w którym miał odbyć się mecz FC Barcelona. Tego dnia Kuba też miał pewne plany wobec Karoliny. Podzielił się oczywiście z nami tymi planami i nawet pomogliśmy mu razem z Oskarem.
Około trzynastej znaleźliśmy się na stadionie i po wszystkich wstępnych, że tak powiem rytułałach rozpoczął się mecz FC Barcelony vs. Real Madryt. Oczywiście zakończył się on zwycięstwem Barcy. Następnie przeszliśmy do realizacji planu Kuby. Po opuszczeniu przez wszystkich stadionów, Kuba pod pretekstem pójścia do toalety razem z Oskarem poszli do operatora kamery, który był odpowiedzialny za puszczanie nagrań na telebinach. Za odpowiednią opłatą udało im się załatwić wejście tam. My "czekałyśmy na chłopaków, aż wrócą". Po chwili ekrany się włączyły i na ekranie pojawił się nie kto inny, jak Kuba. Karolina stała z otwartą buzią.
-Karolina, kochanie. Kocham cię i nasze maleństwo najbardziej na świecie. Wyjdziesz za mnie?- zapytał.
~Karolina~
Stałam jak wryta. Byłam kompletnie zaskoczona, a po chwili Kuba stanął przy mnie.
-To jak?- zapytał, a ja bez odpowiedzi rzuciłam mu się w ramiona. Dopiero po chwili szepnęłam mu 'Tak'. Złapał mnie w talii i obkręcił mnie. Następnie postawił mnie z powrotem na ziemi i się pocałowaliśmy.
*Trzy tygodnie później, po powrocie do Polski*
Siedziałam z Anią w moim pokoju na łóżku i każda z nas miała na kolanach laptopa. Oglądałyśmy oferty mieszkań. Postanowiliśmy zamieszkać razem. Moja mama jak dowiedziała się o zaręczynach, była szczęśliwa. Rodzice Kuby mieli kilka argumentów przeciw temu wszystkiemu, ale ostatecznie byli zadowoleni.
-A może to?- Ania wskazała na zdjęcie, które po chwili powiększyła. Spojrzałam i przypadło mi ono nawet do gustu. Spisałam sobie link oraz numer telefonu do szprzedającego. Nagle Ania poderwała się i poszła do łazienki. Ja podążyłam za nią. Zobaczyłam ją wymiotującą.
-Dobrze się czujesz?- spytałam zmartwiona.
-Tak- odpowiedziała, gdy już umyła sobie buzię. Była bardzo blada. Zaniepokoiłam się.
~Ania~
-Nie wyglądasz na taką- powiedziała i tak też się czułam, ale nie chciałam jej denerować.
-Wszystko ok- ominęłam Karolinę i wróciłam do jej pokoju po swojego laptopa, a potem poszłam do siebie i się zamknęłam. Usłyszałam jak Karolina wraca do siebie i zamyka się u siebie, ale po jakiś dziesięciu minutach słyszę kroki i drzwi od mojego pokoju się otwierają.
-Mam do ciebie sprawę Ania- powiedziała, siadając obok mnie, a ja sama nie wiem, udawałam, że jej nie słyszę, ona jednak kontynuuje, dlatego się skupiam.
-Mów.
-Tak sobie myślałam, bo zauważyłam, że od kilku dni masz mdłości. Może ty jesteś w ciąży- odparła. Zatkało mnie. Owszem, miewałam mdłości od jakiegoś czasu, ale myślałam, że to zatrucie pokarmowe, ale o tej opcji nie pomyślałam.
-Nie, to niemożliwe. Ja nie mogę być w ciąży- odparłam z przerażeniem w głosie. Wtedy Karolina wstała i poszła do pokoju, a po chwili wróciła do pokoju z jakimś pudełkiem. Dała mi je, a ja przyjrzałam się jemu uważniej. Był to test ciążowy.
-Kupiłam go, jak zaczęłam podejrzewać u siebie ciążę, ale trafiłam do szpitala i tam mi o tym powiedzieli, dlatego został. Idź i go zrób- zachęciła mnie. Wstałam niechętnie i udałam się znowu do łazienki. Tam zrobiłam ten test i po piętnastu minutach wyszłam do Karoliny, która czekała już przed drzwiami. W moich oczach pojawiła się bezbarwna ciecz.
-Ja, ja, ja zostanę matką- odparłam i wtuliłam się w moją przyjaciółkę.
-To co? Idziemy jutro do ginekologa, aby potwierdził, że to na sto procent ciąża?- zaproponowała Karolina, a ja się zgodziłam. Nadal jednak byłam w szoku. Postanowiłam zadzwonić do Oskara i się z nim spotkać. On chciał przejażdżkę na naszych motocyklach, ale ja wolałam jednak nie. Umówiliśmy się w parku, gdzie często chodziliśmy na spacery przy naszej ulubionej ławce. Ja się ogarnęłam i poszłam na spotkanie z nim. Gdy dotarłam na miejsce, on już czekał. Siadłam obok niego i spojrzałam w jego błękitne tęczówki.
-To o czym chciałaś porozmawiać Ania?- zapytał. Chciałam mu odpowiedzieć, ale słowa nie chciały mi zbytnio przejść przez gardło- To powiesz czy nie?- zapytał po raz kolejny.
-Jakby to powiedzieć. Za około dziewięć miesięcy zostaniemy rodzicami- oznajmiłam i czekałam na jego reakcję. Sądziłam, że się ucieszy tak jak Kuba na wiadomość od Karoliny, ale było zupełnie inaczej. Przez chwilę patrzył na mnie zdziwiony.
-To jakieś kpiny! Ja nie mogę być teraz ojcem. Nie mogę! Rozumiesz? Musisz usunąć to dziecko- krzyknął. Takiej reakcji to ja się nie spodziewałam.
-Chyba nie myślisz, że ja je usunę?
-Nie będę się teraz w tatuśka bawił. To dziecko musi zniknąć z naszego życia- krzyknął, a w moich oczach pojawiły się łzy. Byłam zawiedziona jego zachowaniem. Wstałam z ławki, na której siedzieliśmy i wróciłam do domu. Gdy tylko weszłam, dostałam smsa. Odczytałam treść i kompletnie się załamałam. Nie chcę ciebie już znać. Ty byłaś tylko moją przygodą. To twój interes, co zrobisz z tym bachorem, ale na alimenty nie licz. Rozpłakałam się jeszcze bardziej. Oparłam się o drzwi i zjechałam po nich. W domu jednak chyba nikogo nie było, bo nikt się przy mnie nie zjawił. Przynajmniej mogłam się wypłakać. Myślałam, że ja i Oskar to na poważnie, a on się okazał takim dupkiem. Nie wierzyłam w to. To jakaś paranoja. W końcu poszłam do siebie do pokoju. Wzięłam do ręki ramkę, gdzie było zdjęcie, na którym byłam ja i ten dupek. W końcu rzuciłam nią o ścianę i roztrzaskała się na drobne kawałki. Nie było mi tego szkoda. W tamtym momencie byłam wściekła na niego. W końcu rzuciłam się na łóżko i ciężko westchnęłam. Moja ręka automatycznie powędrowała na brzuch. Leżałam i starałam się nie myśleć o nim, chociaż było ciężko. W końcu zrobiłam się senna i zastanawiam się sama jakim cudem zasnęłam.