poniedziałek, 29 lutego 2016

10

Lekarz zaczął coś gadać po niemiecku, a pielęgniarka tłumaczyła.
-Państwa syn ma odmę opłucną, spowodowaną postrzałem. Ma założony dren do jamy opłucnej i ma odsysane powietrze z zapadniętego płuca- mówiła, a my wszyscy patrzyliśmy na nią jakby się urwała z choinki. Mimo że mówiła po polsku i tak nikt nic nie rozumiał.
-Może pani jaśniej?- przerwałam.
-No to tak. Kula uszkodziła płuco i dostaje się do niego powietrze. Założono Oskarowi specjalną rurkę, która ma wyrównać ciśnienie w płucach. Teraz państwo rozumieją?- spytała. My wszyscy kiwnęliśmy głową, ale ja chciałam wiedzieć jeszcze jedną rzecz.
-Czy jemu życiu coś zagraża?- spojrzałam na pielęgniarkę. Ona przekazała to lekarzowi, on jej powiedział i zwróciła się do mnie.
-Teraz już nie. Jest wszystko w porządku. Za jakąś godzinę powinien się obudzić. Jedna osoba, maksymalnie dwie mogą tam wejść- oznajmiła i nas zostawiła.
-To ja pójdę- powiedziała pani Kamila.
-Idę z panią- odparłam od razu. Ona na mnie spojrzała złowrogo.
-Ty smarkulo? Nigdzie nie pójdziesz. W ogóle ci radzę opuścić ten szpital.
-Kamila, daj spokój. Przecież to nie Ani wina- tata Oskara starał się załagodzić całą sytuację. Założę się, że gdyby nie pan Artur, to wydrapałaby mi oczy. 
-Ale, ale- chciała coś powiedzieć jeszcze, ale tata Oskara ją tylko przytulił.
-Spokojnie, Kama. To naprawdę nie Ani wina. Przecież nie mogła przewidzieć tego, że zostanie porwana. Ja to bym wydrapał oczy temu skurwielowi, co porwał Ankę i urządził tak naszego syna- powiedział spokojnie, starając się uspokoić żonę. Patrzyłam na nich i pomyślałam sobie o swoich rodzicach. Dlaczego mój ojciec nigdy taki nie był w stosunku do mojej matki? Nigdy nie widziałam, żeby chociażby powiedział jej jakieś ciepłe słowo, żeby chociaż zdrobnił jej imię. Pamiętam nawet, że gdy zachorowałam na sepsę i wylądowałam w szpitalu, ojciec nie zbliżył się do matki. W czasie, gdy mama siedziała i płakała na szpitalnym korytarzu, on chlał gdzieś z kolegami. Szkoda gadać, ale nie wracajmy do przeszłości. Liczy się teraz to, co jest teraz.
Po chwili pani Dobrowolska odsunęła się od mężczyzny, który był blondynem tak jak jego syn, i zwróciła się do mnie.
-Przepraszam cię Ania. Nie chciałam tak wybuchnąć, tylko jak pomyślę, że mogę stracić Oskara- odparła. Ja jej posłałam tylko delikatny uśmiech i powiedziałam, że nic się nie stało. Potem doszłyśmy do wniosku, że obie wejdziemy do Oskara. Tak też uczyniłyśmy.
Kiedy byłyśmy już w sali, ja siadłam z prawej strony Oskara, a jego mama z lewej. Jak tak popatrzyłam na niego, to do oczu mi napłynęły łzy. Leżał, podpięty do tych wszystkich kabelków, kroplówek i Bóg wie jeszcze czego. Dlaczego on? Dlaczego Oskar? Czemu on musi tak cierpieć? Tak chciałam już wrócić do Wrocławia, a ta cała sytuacja nam to uniemożliwiała.
-Ania- usłyszałam głos Gosi, która stała w drzwiach- Może pojedziesz ze mną i Tomkiem do hotelu? Musisz się wyspać. Wyglądasz jak zombie- odparła, próbując wymusić uśmiech, chociaż domyślam się, że nie było to łatwe. Ale ja i tak nie miałam zamiaru się nigdzie stąd ruszyć. Chciałam siedzieć przy Oskarze, dopóki się nie obudzi, ale po jakimś czasie zasnęłam. Obudziłam się w pokoju hotelowym. Raziło mnie słońce, które wdzierało się do pomieszczenia. Zastanawiałam się, jakim cudem się znalazłam w hotelu. Podniosłam się do pozycji siedzącej i przetarłam oczy. Ujrzałam Gosię, która siedziała przy stoliku i piła kawę.
-Jak ja się tutaj znalazłam?- zapytałam, próbując przyzwyczaić oczy do światła.
-Zasnęłaś na krześle, przy Oskarze. Postanowiliśmy z Tomkiem, że cię przywieziemy do hotelu. Swoją drogą miałaś twardy sen. Nawet na chwilę nie otworzyłaś oczu, gdy Tomek cię przenosił do hotelu- odpowiedziała i podeszła do mnie z talerzem, na którym leżały kanapki- Smacznego- odparła.
-Dzięki, a co z Oskarem?- zapytałam.
-Tomek mi napisał, że się już obudził, a pierwsza rzecz o jaką zapytał, to czy tobie nic nie jest. Chyba musi cię kochać- odpowiedziała. Uśmiechnęłan się pod nosem.
-To ja zjem śniadanie, ogarnę się i jadę do niego- powiedziałam i zaczęłam zjadać kanapki. Potem poszłam do łazienki wziąć zimny prysznic. Po dwudziestu minutach byłam gotowa. Zadzwoniłyśmy po Tomka i pojechaliśmy do szpitala. Do sali Oskara biegłam najszybciej jak umiałam.
-Oskar!- krzyknęłam i przytuliłam się mocno do niego. On lekko jęknął z bólu, więc trochę poluzowałam objęcia.
-Ania- wyszeptał i uśmiechnął się do mnie. Ja odwzajemniłam ten uśmiech.
-Nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że się obudziłeś. Jak się czujesz? Niczego nie potrzebujesz?- zadawałam pytania.
-Nie, jest wszystko w porządku.
-Kocham cię- powiedziałam wtulona w niego.
-Ja ciebie też- rzekł.
Siedzieliśmy jeszcze dosyć długo, temat porwania omijaliśmy szerokim łukiem. Gdy zrobiło się późno, lekarz poprosił nas o opuszczenie sali Oskara. Niechętnie udałam się do hotelu.

sobota, 13 lutego 2016

9

~Oskar~
-Cholera- odparłem i siadłem na tapczanie, myśląc o jednej rzeczy po tym jak skończyłem rozmawiać z moim kolegą Kacprem. Była jedna rzecz, która nie dawała mi spokoju, więc postanowiłem podzielić się tą informacją z moim kuzynem Tomkiem.
-Słuchaj, gdy rozmawiałem z tym kolegą, co mógłby nam pomóc w namierzeniu dziewczyn, to usłyszałem jakiś damski głos- odparłem, a ten spojrzał na mnie jakbym zwariował.
-No to co? Przecież mógł oglądać telewizję albo jakaś dziewczyna z nim była- zasugerował mi Tomek, ale mi to nie pasowało, za bardzo kojarzyłem ten głos, poza tym to wszystko było jakieś dziwne.
-Ale to było jakby ktoś wołał o pomoc, a potem tylko zamykanie drzwi było słychać i w ogóle on był jakiś zdenerwowany- kontynuowałem. Bardzo mnie to nie pokoiło. Tak bardzo był znajomy ten głos, ale mogło mi się też to zdawać.
-Panikujesz- stwierdził i zaczęliśmy się szykować do wyjścia. Jednak to wszystko mi nie dawało spokoju. Ten głos, on wydawał mi się taki znajomy. Cały czas, myśląc o tym, udałem się z Tomkiem na spotkanie z Kacprem, ale nie wspominałem już mu o tym, bo zaraz by zaczął gadać, że popadam w paranoje. Chociaż pewnie by miał rację, bo to, że Ania nie wróciła, mnie dobijało. Obwiniałem siebie. Że też musieliśmy zabierać dziewczyny ze sobą do Austrii. Jeśli Ance się coś stanie, ja sobie tego nie wybaczę. Skoczę chyba z najbliższego most.
W końcu dotarliśmy do pubu, w którym się umówiliśmy. Kacper już tam na nas czekał. Weszliśmy, przywitaliśmy się i zacząłem opowiadać.
-Byliśmy w pubie, to znaczy ja, moja dziewczyna, Tomek i jego dziewczyna. Ja i Tomek je zostawiliśmy tam, bo musieliśmy gdzieś iść. Gdy wracaliśmy, to myślałem, że Ania z Gosią są już w hotelu, ale ich nie było. Próbowaliśmy się do nich dodzwonić, ale to nic nie dało, bo mają wyłączone komórki. Błagam cię, pomóż mi Kacper.
-Oskar, pomógłbym ci, gdyby nie to, że mam popsutego laptopa i nie będę w żaden sposób mógł je namierzyć, bo na laptopie miałem specjalny program, który był drogi- odpowiedział, a ja posmutniałem- Wiesz co Oskar, ja już będę jechał. Mam jeszcze kilka spraw do załatwienia. Miło było cię widzieć- odparł i zostawił mnie i Tomka samych. Spojrzałem na niego, a po chwili wpadłem na pomysł.
-Pojedźmy za nim.
-Oskar, jak ty to sobie wyobrażasz? Poza tym co ty sobie ubzdurałeś?
-Wtedy wydawało mi się, że słyszałem głos Ani, jak z nim rozmawiałem. Teraz jak go zapytałem, czy by nam nie pomógł, powiedział, że laptop mu się popsuł. Jak dla mnie jest to podejrzane.
-No czy ja wiem, ale jak cię to uspokoi, to możemy jechać za nim, ale wątpię, że coś nam to da- odparł Tomek i udaliśmy się w stronę auta. Po jakimś czasie ruszyliśmy za Kacprem. Jechaliśmy dobre pół godziny. W końcu dotarliśmy na miejsce, pod jakiś opuszczony budynek.
~Ania~
Siedziałyśmy z Gosią przerażone. Nie wiedziałyśmy co robić. To był jakiś koszmar.
-Gośka, myślisz, że chłopaki to nas szukają?- zapytałam przerażona tym wszystkim- Kurwa, jaka ja głupia jestem. Po co ja w ogóle nalegałam na to, żeby jechać do tego cholernego Wiednia?- zapytałam sama siebie.
-Też tego żałuję Ania, ale skąd mogliśmy wiedzieć, że to wszystko się tak potoczy?
-Mogłam to przewidzieć. Wiedziałam, że Kacper tutaj jest, ale nie sądziłam, że jest na tyle chory psychicznie, żeby mnie porywać
-Tomek i Oskar nas na pewno szukają- powiedziała Gosia i do pomieszczenia wszedł Kacper.
-Aniu, twoja koleżanka ma rację, ale mają lipne szanse na to, żeby was znaleź- odparł Kacper i zbliżył się do mnie. Ja jednak odbróciłam twarz. On jednak był co raz bliżej i bliżej- Słuchaj złotko, nie wiem jaki Oskar jest w łóżku, ale ja jestem na pewno lepszy i ci to za chwilę udowodnię- odparł i zaczął mnie rozwiązywać.
-Puść mnie- wrzasnęłam. Próbowałam się jakoś wyrwać, ale to nic nie dawało. Kacper był ode mnie silniejszy. Wyszliśmy z pomieszczenia i udaliśmy się do innego. Szarpałam się ze łzami w oczach. Nie wiedziałam co robić. Gdy byliśmy kilka pomieszczeń dalej, Kacper rzucił mną na materac.
-Delikatności to ty nie masz za grosz- warknęłam.
-A czy ktoś powiedział, że mam być delikatny?- zapytał, ale ja jednak starałam się być opanowaną.
-Miałeś mi udowodnić, że jesteś lepszy od Oskara, ale jakoś ci to nie wychodzi- odpowiedzialna.
-Zobaczymy- zbliżył się do mnie i zaczął zdzierać ze mnie ubrania, a ja zaczęłam tracić pewność siebie i do oczu zaczęły napływać mi łzy. W pewnym momencie drzwi do pomieszczenia się otworzyły i znajomy głos krzyknął, żeby Kacper mnie puścił. Ja jednak z tego przerażenia nie wiedziałam kto to był. Kacper się ode mnie odsunął. Ja spojrzałam w stronę chłopaka, który kazał mnie zostawić i okazało się, że to Oskar. Siadłam na materacu, na który rzucił mnie wcześniej Kacper i zaczęła się ostra wymiana zdań, a potem padł strzał i na Oskar upadł bezwładnie na ziemię. Wtedy wbiegli policjanci, którzy zaczęli krzyczeć coś po niemiecku, a ja podbiegłam do Oskara. Leżał ledwo przytomny i był cały we krwi. Po chwili przyszli również ratownicy medyczni, którzy zabrali Oskara do szpitala. Ostatnie słowa wypowiedziane przez niego to 'Kocham cię', bo potem stracił przytomność. Płakałam bardzo. Gdy wyszłam przed budynek, stali tam już Tomek i Gosia. Gosia, widząc mój stan przytuliła mnie od razu. Ja się tak bałam, że Oskar umrze. Jak tylko zobaczyłam Kacpra w radiowozie, chciałam się rzucić na niego, ale Gosia z Tomkiem mnie powstrzymali. Policjanci kazali nam wsiąść do innego radiowozu i powiedzieli, że zawiozą do szpitala, tam gdzie zabrali Oskara. Dotarliśmy tam piętnaście minut później. Oskara akurat wzięli na salę operacyjną. Siadłam zapłakana na krześle pod blokiem operacyjnym. Obok mnie siedziała Gosia, która mnie pocieszała, a z kolei Tomek chodził po korytarzu i próbował się dodzwonić do mamy Oskara.
-Kurwa- wrzasnął Tomek po jakimś czasie.
-Co się dzieje kochanie?- zapytała Gosia, podchodząc do zdenerwowanego Tomka i obejmując go.
-Ciotka nie odbiera- odpowiedział jej wściekły.
-Spójrz, która jest godzina, może śpi- powiedziała, a po chwili odezwał się jego telefon.
-O, dzowni- powiedział i odszedł na bok odebrać, a Gosia z powrotem siadła obok mnie. Słuchałyśmy rozmowy Tomka z mamą Oskara. Widocznie była wściekła na Tomka. No ale trudno było się tym dziwić. W końcu to jej pierworodny syn. Gdy Tomek skończył rozmawiać, siadł obok nas.
Kilka godzin później
Siedzieliśmy już dobrych siedem godzin. Żadne z nas nawet nie zasnęło. Właśnie przyjechali rodzice Oskara. Matka mojego chłopaka od razu rzuciła się na Tomka.
-Jak mogłeś pozwolić na to, żeby Oskarowi się coś stało? Myślałam, że jesteś odpowiedzialny. W ogóle w co wy się wpakowaliście?
-Proszę pani, niech pani nie wini Tomka za to- odezwała się Gosia.
-Właśnie- przyznałam jej rację- Oni chcieli uratować mnie i Gosię. Porwał nas taki chłopak, który się zakochał we mnie.
-Czyli to twoja wina smarkulo- zwróciła się do mnie, obrażając mnie. Chciałam się jakoś odgryźć, ale Tomek pokręcił głową, że nie warto.
-Skarbie, uspokój się- zwrócił się do kobiety jej mąż.
-Jest tu ktoś z rodziny Oskara?- spytała pielęgniarka, która widocznie była Polką.
-Jesteśmy rodzicami- powiedział tata Oskara.
-Znają państwo niemiecki?
-Średnio- przyznała pani Kamila.
-Czyli ja będę tłumaczyć- odparła pielęgniarka.

piątek, 5 lutego 2016

8

To już trzeci dzień naszego pobytu w Austrii. Cały ten czas spędzałam praktycznie z Gosią, bo Oskar z Tomkiem cały czas załatwiali te swoje sprawy, ale i tak razem wspólnie spędzaliśmy noce, co było najpiękniejsze w tym pobycie. Chociaż była rzecz piękniejsza od tego- zakupy za kasę Oskara. Wydawałam bez opamiętania. Nawet któregoś dnia zadzwoniła do niego jego mama i myślała, że ktoś mu kartę ukradł, bo tak szybko znikały pieniądze. Wtedy Oskar nie skomentował tego, ale ustawił dzienny limit i musiałam spasować.
Tego dnia postanowiłyśmy z Gosią zamiast iść na zakupy, pójść na gokarty. Udało się nawet nam namówić chłopaków, żeby dali sobie spokój z załatwianiem spraw i poszli z nami.
Rano obudziliśmy się w świetnych humorach.
-No i jak się spało?- zapytał mnie Oskar.
-Bardzo dobrze. Śniło mi się, że byliśmy na meczu Barcy- oznajmiłam, całując go.
-Poczekaj jeszcze trochę. Już niedługo.
-Tylko mieliśmy jechać z Karoliną i Kubą, a Karolina jest w szpitalu- odparłam smutno.
-No ale przecież wyjdzie do tego czasu, więc o co chodzi?
-A jak nie da rady?- spojrzałam w błękitne tęczówki mojego chłopaka.
-Karolina jest silna, na pewno dojdzie do siebie do czasu wyjazdu- puścił mi oczko. -Ok.
-To co, wstajemy Ania?- spytał.
-A na którą mamy wynajęty tor?
-Na trzynastą, a jest dziewiąta.
-To ja bym jeszcze sobie pospała- powiedziałam, kreśląc palcem różne kształty na jego klatce.
-Ja też, ale mam lepszy pomysł- Oskar zaczął mnie łaskotać. Ja spojrzałam na niego tylko, zachowując poważną minę, a on nie przestając zapytał- No nie mów, że nie masz łaskotek?
-No nie- odpowiedziałam, a on przestał. Spojrzał na mnie, a po chwili podszedł do mnie z mojej strony i złapał mnie w talii, a po chwili byłam już do góry nogami. Zaczęłam się wydzierać, jednocześnie go bijąc go w nogi- Postaw mnie na ziemie, Oskar!- on jendak nie zareagował, dlatego postanowiłam inaczej go zmusić do tego- Oskar w głowie mi się kręci.
-Jaja sobie robisz- powiedział, śmiejąc się, ale ja tylko zamknęłam oczy, udając utratę przytomności, ale ostatecznie poskutkowało. Poczułam jak mnie kładzie, ale postanowiłam jeszcze trochę poudawać.
-Anka, obudź się? Słyszysz mnie?- zaczął mną potrząsać- Ania, obudź się- błagał. W końcu poczułam jak się do mnie zbliża i mnie całuje. Dopiero wtedy otworzyłam oczy i zaczęłam oddawać mu pocałunki, ale po chwili się odsunęłam.
-Ja chcę jeszcze pospać- zwróciłam się do mojego chłopaka- Jest dopiero kwadrans po dziewiątej. Chociaż do jedenastej.
-Dziesiąta trzydzieści, żebyś zdążyła się uszykować.
-Zdążę, ty się już o mnie nie bój.
-No niech ci będzie. To ja idę w tym czasie pobiegać do pobliskiego parku- oznajmił i wstał z łóżka. Poszedł się szykować. Ja w tym czasie zasnęłam. Obudziłam się dopiero chwilę przed jedenastą, bo akurat do pokoju wszedł Oskar. Był zgrzany. Poszedł wziąć prysznic, a ja w tym czasie zaczęłam się ubierać. Zrobiłam sobie delikatny makijaż, po czym zeszłam do stołówki na śniadanie. Zjadłam naleśniki z Nutellą. Potem dołączyli jeszcze Tomek z Gosią i Oskar. Gdy zjedliśmy, poszliśmy jeszcze do pokoju po potrzebne rzeczy i udaliśmy się na gokarty. Bawiliśmy się świetnie. Potem udaliśmy się do baru. Siedzieliśmy, rozmawialiśmy, śmialiśmy się, ogólnie było fajnie, ale wszystko musiało się spieprzyć, bo Oskar i Tomek dostali sms-y.
-Dziewczyny, przepraszamy. To nie tak miało być, ale musimy gdzieś jechać- oznajmił Oskar, a ja się zezłościłam.
-Myślałam, że ten dzień spędzimy chociaż razem, a wy znowu musicie gdzieś jechać. Poświęćcie nam chociaż dzień uwagi.
-Ale noce spędzamy razem.
-Ile godzin? Osiem, a doba ma dwadzieścia cztery.
-Mogłem się uprzeć, żebyś została w Polsce.
-Mogłam się posłuchać.
-Na razie dziewczyny- chłopaki wstali od stołu i wyszli z baru. Ja jednak nie miałam zamiaru marnować dnia.
-Chodź, idziemy na zakupy- zwróciłam się do Gosi- Zrobię takie zakupy, że zapamięta sobie, co to znaczy zła Ania- i wstałam od stołu.
-Ale masz limit- odparła..
-Na tamtej jest ustawiony limit, ale na tej nie- rzekłam dumnie i pokazałam jej drugą kartę Oskara.
-Jak ją zdobyłaś?
-Ma się swoje sposoby- powiedziałam i wyszłyśmy z baru. Udałyśmy się na zakupu i zrobiłyśmy zakupy na kolejne tysiące. Potem poszłyśmy jeszcze do baru na piwo. Oczywiście Gosia je kupowała, bo ja jeszcze nie miałam osiemnastki. Trochę mi do tego wieku brakowało. Gdy je wypiłyśmy, poszłyśmy w stronę hotelu. Kiedy szłyśmy, usłyszałam znajomy głos.
-Cześć kochanie, nie myślałem, że spotkam cię w Austrii- zamknęłam oczy, wzięłam głęboki oddech i szłam dalej. Rozmawiałyśmy z Gosią, jakby nigdy nic, ale ten chłopak, co szedł za nami wyrównał do nas.
-Anusia, nie mów, że nie poznałaś mojego głosu.
-Zostaw mnie, nie rozumiesz. Ja cię nie kocham- odparłam i szłam dalej pewnym krokiem.
-Jeszcze będziesz moja- zaśmiał się, a potem już nic nie pamiętałam, bo zostałam ogłuszona czymś i straciłam przytomność. Ocknęłam się dopiero po jakimś czasie w jakimś opustoszałym budynku. W przeciwległym rogu siedziała Gosia. Obie miałyśmy związane nogi i ręce. Mi zaczęły lecieć łzy.
-Ania, nie płacz- usłyszałam ze strony dziewczyny kuzyna Oskara.
-Dlaczego ja się uparłam?- byłam wściekła sama na siebie.
-Skąd mogłaś wiedzieć, że tak się to skończy. W ogóle kto to jest?
-To Kacper. Chodziliśmy do tej samej podstawówki. Był we mnie zakochany, ale ja w nim nie i to definitywnie. Tylko w Oskarze byłam zakochana, ale on i tak nie rozumiał, jak mówię nie. Dał mi spokój, ale nie sądziłam, że jest zdolny do czegoś takiego.
-Oskar z Tomkiem nas na pewno znajdą- starała się mnie uspokoić.
-A jeśli nie?- odparłam ze łzami w oczach.
-Ania, uspokój się, nic nam nie będzie.
-Ale to jest Austria, Wiedeń, a nie Polska, Wrocław.
-Anka, nie martw się.
                                   ~
~Oskar~
-Do jasnej cholery, gdzie one są?- chodziłem cały zdenerwowany. Była już dwudziesta trzecia, a Ani i Gosi nie było. Denerwowałem się bardzo, tak samo jak Tomek.
-Nie wiem, ale dawno miały już być w hotelu.
-No co ty nie powiesz?- odparłem zirytowany.
-A jak im się coś stało?- Tomek zaczął panikować- Jak porwał je któryś z tych kolesi?
-Ja bym to zgłosił na policję- powiedziałem zdenerwowany i zacząłem zakładać buty.
-No ale nie wiem, może są w jakimś barze- mimo zdenerwowania starał się zachowywać spokój.
-Chłopie, ona ma dopiero szesnaście lat. Przecież jeśli jej się coś stanie, matka Karoliny i przy okazji sama Karolina mi nie wybaczą.
-A ty masz siedemnaście- zwrócił mi uwagę.
-Ale rocznikowo osiemnaście, więc ja jestem za nią odpowiedzialny.
-To my z Gośką jesteśmy za was odpowiedzialni, ale może przestańmy się kłócić, bo to i tak nic nie da. Może chodźmy lepiej na tą policję- zaproponował.
-Chwila, poczekaj. Nie możemy iść na policję- zauważyłem- przecież wydadzą się nasze przekręty.
-To masz lepszy pomysł?
-A może i mam- odparłem i zacząłem szukać w komórce jednego numeru. W końcu go znalazłem i wykręciłem go.
                                    ~
~Ania~
Siedziałam i łzy mi leciały po policzkach. Byłam przerażona. Nie miałam nawet jak się z skontaktować z kimkolwiek. Tak chciałam, żeby Oskar ze mną był. Po chwili do pomieszczenia wszedł Kacper. To była ostatnia osoba, którą chciałam widzieć. Zniosłabym już nawet ojca, ale ten psychopata mnie przerażał.
-No to teraz pójdziesz ze mną, moja Anuleczko- zwrócił się do mnie.
-Nie jestem twoja- wycedziłam przez zęby. On tylko podszedł i mnie rozwiązał.
-Chodź gdzieindziej. Nie będziemy robić przedstawienia przy twojej koleżance.
-Nie będzie żadnego przedstawienia. Mój chłopak, razem z chłopakiem mojej koleżanki nas znajdą i obije ci tą twoją buzię- powiedziałam, starając się nie pokazać po sobie, jak bardzo się boję.
-Straszysz mnie swoim chłopakiem? Kto niby? Znam go?- zapytał i już miałam odpowiedzieć, gdy zadzwonił telefon Kacpra. Odebrał przy nas, więc postanowiłam to wykorzystać i krzyknęłam 'Ratunku'.
-Anka, ucisz się- powiedział i zaczął rozmowę.
To? Moja koleżanka...Wygłupia się...No jasne, gdzie i kiedy?... Ok, to do zobaczenia.
-Przepraszam maleńka, ale muszę lecieć na spotkanie. Później to dokończymy- odparł, po czym mnie znowu związał i wyszedł. Najwyraźniej udał się na spotkanie.

piątek, 29 stycznia 2016

7

~Oskar~
Wróciłem do domu zmęczony tym wszystkim. Rzuciłem się na łóżko i wziąłem głęboki oddech. Zacząłem się zastanawiać, czy dobrze zrobiłem, zgadzając się na to, żeby Anka ze mną pojechała. Bałem się o nią, że może jej się tam coś stać. Ten wyjazd jest naprawdę niebezpieczny. Nie wybaczyłbym sobie, gdyby Ani się coś stało, ale kocham ją i w sumie dlatego się zgodziłem na ten wyjazd. Kiedy tak leżałem i myślałem o tym wszystkim, zasnąłem. Byłem zmęczony tym wszystkim.
Obudziłem się około dwunastej. Właściwie to obudziła mnie matka, która musiała wrócić z biura firmy ochroniarskiej, którą prowadzi razem z moim tatą.
-Widzę, że wróciłeś- zwróciła się do mnie- Jak tam Karolina?
-Bardzo dobrze, obudziła się, jest ok.
-A Anka, jak sobie radzi?
-Trzyma się. Tyle w życiu przeszła, że to co się stało wczoraj, to nic takiego- odpowiedziałem, a potem udałem się do swojego pokoju. Nie chciało mi się gadać z mamą. Postanowiłem zacząć pakować walizkę. Wiedziałem, że moja mama nie będzie miała nic przeciwko wyjazdowi, bo często mi pozwalała jeździć z Tomkiem, moim kuzynem. Potem udałem się do szpitala po Anię, bo zadzwoniła po mnie. Powiedziała, że chce zrobić zakupy jeszcze przed wyjazdem. Spędziliśmy w galerii handlowej długie cztery godziny. Potem odwiozłem ją do domu, a w swoim byłem jakoś o wpół do dwudziestej pierwszej. Gdy wszedłem do domu i mama mnie zobaczyła umęczonego zakupami z dziewczyną, zaczęła się śmiać.
-Wiesz, że teraz zawsze będziesz musiał się tak dla niej poświęcać- powiedziała, a ja ją spróbowałem zgasić.
-Bo widzisz mamo, dla niej to ja bym mógł w ogień się rzucić, jeśli to by ją uszczęśliwiło- odparłem, ale mama dorzuciła swoje trzy grosze.
-Zawsze może chcieć, żebyś skoczył do ognia, żeby mieć nowego chłopaka. Mogłeś wymyślić coś lepszego.
-Czy ty zawsze tak wszystko musisz spłycić?- zapytałem, a potem śmiejąc się pod nosem, poszedłem do swojego pokoju. Wziąłem laptopa, siadłem na tapczanie i zacząłem pisać z Anią na facebooku. Pisaliśmy ze sobą chyba do pierwszej w nocy, ale potem poszedliśmy spać, bo musieliśmy wcześniej wstać, żeby wyjechać do Austrii.
~Ania~
Około piątej nad ranem obudził mnie budzik. Wstać o tej godzinie dla mnie to niełatwe wyzwanie. Wymaga to poświęcenia, ale dla Oskara jestem w stanie zrobić wszystko. Nawet wskoczyć w ogień, by go ratować. Mama Karoliny niechętnie, ale zgodziła się na wyjazd. Już wczoraj miałam wszystko spakowane. Cieszyłam się na to, że jadę do Austrii. Tylko zastanawiało mnie, czemu ten wyjazd jest niebezpieczny dla mnie. Wczoraj, gdy byliśmy na zakupach, próbowałam się tego dowiedzieć, ale on za każdym razem zmieniał temat rozmowy. Miałam zamiar się jeszcze dopytywać w drodze do Austrii.
Uszykowałam się i około szóstej trzydzieści pod blok podjechał kuzyn Oskara razem z Oskarem i z jakąś dziewczyną. Oskar pomógł mi z walizkami i zajęłam miejsce obok wspomnianej dziewczyny.
-Ania, to jest mój kuzyn Tomek, a to jego dziewczyna Gosia- przedstawił mi osoby, z którymi jechaliśmy do Wiednia.
-Cześć, Ania jestem- przywitałam się.
-Cześć- odpowiedzieli mi i Tomek odjechał spod bloku. Ostatni raz zerknęłam w okno mojego pokoju, a potem włożyłam słuchawki do uszu, po czym zasnęłam, bo byłam niewyspana. Obudził mnie dopiero głos Oskara.
-Wstawaj księżniczko- oznajmił. Otworzyłam powoli oczy i ujrzałam Oskara na siedzeniu obok mnie.
-Już jesteśmy?- zapytałam ospałym głosem.
-Tak, mam nadzieję, że dobrze się spało?
-Tak trochę nogi mi zdrętwiały. W ogóle muszę do Karoliny zadzwonić- wyjęłam telefon, ale Oskar mi go wyjął z ręki.
-Zadzwonisz później, a teraz chodź. Zobaczymy nasz pokój- oznajmił, a ja wysiadłam z auta i się przeciągnęłam. Oskar wyjął walizki z auta i udaliśmy się do hotelu. Był to hotel z basenem, sauną siłownią i dużo by wymieniać. Typowe SPA. Udaliśmy się do naszego pokoju i stanęłam jak wryta.
-Oskar, ale tu jest tylko jedno łóżko- powiedziałam.
-Aniu, a myślisz, że ja nie umiem liczyć nawet do jednego?
-No nie wiem, nie wiem, ale to będziemy spać razem?- zapytałam niepewnie.
-A czemu by nie? Przecież jesteśmy razem- odpowiedział dosyć pewnie, ale ja nie byłam do tego pomysłu.
-To dopiero dwa dni. Poza tym ja nie jestem jeszcze gotowa.
-Spokojnie Ania, obiecuje ci, że jeśli nie będziesz chciała, to do niczego nie dojdzie.
-No dobra, przekonałeś mnie- uśmiechnęłam się i dałam mu całusa, po czym postanowiliśmy położyć się na łóżku, żeby odpocząć.
-Oskar- powiedziałam.
-Tak?
-Wyjaśnisz mi w ogóle, po co tu jesteśmy?- spytałam.
-Muszę coś ze znajomym załatwić.
-To czemu nie chciałeś mnie wziąć i uznałeś, że to niebezpieczne dla mnie?- dalej drążyłam temat, jednocześnie rysując palcem po jego klatce piersiowej.
-Nie mogę ci tego powiedzieć.
-No ale dlaczego? Czemu mi nie chcesz powiedzieć, czemu? A może tu dla jakiejś laski przyjechałeś, co?- zaczynałam się denerwować, że Oskar ukrywa przede mną takie rzeczy.
-No w pewnym sensie to tak.
-Jak to w pewnym sensie tak?- poderwałam się i usiadłam po turecku na łóżku.
-Przyjechałem tu dla laski, która teraz siedzi i jest na mnie wkurzona, że jej wszystkiego nie mówię. Jestem tutaj po to, żeby ją chronić.
-Oskar, w co ty się wplątałeś?- zapytałam drżącym głosem.
-Jak załatwię to, co mam załatwić, to ci powiem.
-Ok, to skoro tak, to dopóki mi nie powiesz, to śpij na podłodze, albo wynajmij sobie drugi pokój- odparłam.
-A czemu ja? To ty nie chcesz ze mną spać.
-Bo ja jestem dziewczyną- odparłam i rzuciłam w niego poduszką.
-Ok, to idę wynająć inny pokój- rzekł i podniósł się z łóżka. Wziął swoją walizkę i wyszedł z pokoju. Ja z kolei postanowiłam zadzwonić do Karoliny, ale zorientowałam się, że mój telefon ma Oskar. Zeszłam z łóżka w ekspresowym tempie i wyszłam z pokoju.
-Oskar, a mój telefon?- krzyknęłam, ale on zdążył zamknąć drzwi od windy. No nieźle zaczął się mój związek z Oskarem. Poszłam na schody. Udało mi się dotrzeć równo z windą na parter. Oskar akurat wysiadł z windy. Podeszłam do niego i popatrzyłam zabójczym wzrokiem.
-Telefon- wycedziłam przez zęby.
-A ty myślisz, że pokoje w hotelach są darmowe?
-A jaki to ma związek z moim telefonem?
-Dam go pod zastaw.
-Oddaj mi go, chcę zadzwonić do Karoliny- krzyknęłam.
-Ok, ale pod jednym warunkiem- powiedział stanowczo.
-Zamieniam się w słuch.
-Nie widzę.
-No mów do jasnej cholery- zaczynał mnie już wkurzać. Miałam ochotę mu przywalić, ale było mi szkoda tej jego buźki.
-Nie będziesz mnie dopytywać i śpimy razem, a do tego dorzucę ci bonus. Zakupy w galerii handlowej. Co ty na to?
-No niech ci będzie- zgodziłam się.
-A dostanę jakiegoś całusa?- zapytał i zrobił maślane oczy, które i tak nie zrobiły na mnie jakiego kolwiek wrażenia.
-Zapracuj sobie, a teraz telefon- wyciągnęłam rękę.
-Masz, ale na zakupy nie idziemy- oznajmił.
-Trudno, wezmę Gośkę i we dwie pójdziemy. Poznamy się lepiej, spędzimy miło czas bez marudzenia, że ile można chodzić po sklepach- powiedziałam obojętnie i udałam się do pokoju, a Oskar zaraz za mną. Gdy weszłam do pokoju, rzuciłam się na łóżko. Oskar zamknął drzwi i postanowił pójść pod prysznic. Ja w tym czasie wybrałam numer przyjaciółki. Wiedziałam, że za połączenie trochę zapłacę, ale musiałam z nią pogadać. Jedno połączenie, drugie, trzecie i w końcu odebrała telefon. Przynajmniej tak myślałam, ale usłyszałam jednak w słuchawce Kubę.
-Cześć Ania- powiedział zdenerwowanym głosem.
-Kuba?- spojrzałam na wyświetlacz, żeby upewnić się, że wybrałam dobry numer.
-Tak, z Karoliną zaczęło się coś dziać i zabrali ją na badania- oznajmił, a ja jak to usłyszałam, przeraziłam się.
-Ale co konkretnie?- ciągnęłam go za język. Mężczyźni mają w sobie coś takiego, że nie powiedzą wszystkiego na raz, tylko trzeba ich ciągnąć za język.
-Siedzieliśmy, rozmawialiśmy i nagle coś zaczęło się z nią dziać. Nie kontaktowała w ogóle. Zabrali ją na TK i czekamy na wyniki.
-Cholera, mam nadzieję, że to nic poważnego.
-Kurwa, to wszystko moja wina. Mogłem ją złapać i by tutaj teraz nie leżała. Jeśli ona- przełknął ślinę tak głośno, że ja słyszałam. Wiedziałam co ma na myśli i od razu mu to wybiłam z głowy.
-Ona nie umrze. Kuba, opanuj się. Daj mi znać, jak już będzie po wszystkim. Ja muszę kończyć, żeby fortuny nie zapłacić.
-No ok, pa Ania.
-Pa i wszystko będzie dobrze. Trzymam kciuki- powiedziałam i się rozłączyłam. Zaczęłam zastanawiać się, czy wszystko będzie dobrze. Starałam się wierzyć, że tak niż myśleć o tym, że stracę kolejną osobę. Czułam jak pojedyncze łzy spływają mi po policzkach. Po kilku minutach wyrwał mnie głos Oskara.
-A tobie co?- zapytał- Płaczesz z powodu tego, że się pokłóciliśmy?- zaśmiał się.
-Nie, pojawiły się jakieś powikłania i Karolinę zabrali na kolejne badania.
-Będzie dobrze, a teraz poprawię ci humor. Dam ci moją kartę kredytową, weźmiesz Małgosię i pójdziecie na zakupy. Co ty na to?- zaproponował.
-Czy ja wiem- westchnęłam.
-No nie żartuj, że nie masz ochoty na buszowanie po sklepach.
-Ja się o nią martwię.
-Masz zamiar leżeć cały dzień w łóżku? Anka, proszę cię. To i tak nic nie zmieni. Nawet gdybyś wróciła do Polski.
-Chyba masz rację- wstałam z łóżka i poszłam się ogarnąć. Wzięłam prysznic, potem zrobiłam delikatny makijaż i związałam włosy w luźnego koka. Zarzuciłam na siebie kurtkę skórzaną, wzięłam kartę Oskara i poszłam po Gosię, która była już gotowa do wyjścia. Ruszyłyśmy na podbój miasta. Poszłyśmy do wielkiej galerii handlowej, gdzie ja sama zostawiłam tysiąc pięćset euro. Potem w poprawionym już nieco humorze poszłyśmy do kawiarenki w pobliżu hotelu. Kiedy siedziałyśmy i rozmawiałyśmy, zadzwonił do mnie telefon. Był to Kuba. Dzwonił powiedzieć, że z Karoliną już wszystko w porządku. Ucieszyłam się na tą wiadomość. Gdy skończyłyśmy pić kawę, udałyśmy się do hotelu. Gosia poszła do swojego pokoju, a ja do swojego, który dzieliłam z Oskarem. Czekała tam na mnie miła niespodzianka. Na łóżku leżały dwa kombinezony na motor(jeden damski, drugi męski), kask i odpowiednie buty. Oskar siedział na balkonie.
-Zakładaj- odparł.
-Poważnie?
-Poważnie. Zabieram cię na przejażdżkę motorową po Wiedniu- odparł. Ja szybko założyłam kombinezon. Oskar również się ubrał i ruszyliśmy na przejażdżkę po mieście. Było zajebiście. Do hotelu wróciliśmy około drugiej w nocy, ale nie byliśmy zmęczeni. Włączyliśmy telewizję, ale leciały same programy po niemiecku. W końcu wyłączyliśmy telewizor. Gdy się kładliśmy, stuknęliśmy się głowami. Zaczęliśmy się śmiać, ale po chwili nasze twarze się zbliżyły. Dzieliły nas milimetry, a potem zaczęliśmy się całować coraz bardziej i bardziej. Zaczęliśmy pozbywać się ubrań. Jeszcze po przyjeździe mówiłam, że nie jestem gotowa, a teraz tak bardzo tego pragnęłam i nawet się nie opierałam. On był taki delikatny, czułam jak się rozpływam pod wpływem pocałunków. Było tak cudownie. Gdy już skończyliśmy to robić, oboje zasnęliśmy.
******************************************
No i proszę kolejne opowiadanie. Tą część nie dedykuje jedynie Ani, dla której te opowiadania powstają, ale również i Gosi :)

sobota, 2 stycznia 2016

6

~Ania~
Jak tylko odebrałam telefon od Kuby i usłyszałam, że Karolina jest w drodze do szpitala, złapałam się za głowę.
-Ale co się stało?- zapytałam przerażona informacją.
-Natalia ją pchnęła i uderzyła głową o futrynę. Straciła przytomność- odpowiedział.
-Jak to Natalia?- ta informacja mnie zaskoczyła. Jeszcze rano siedziała obok mnie i pocieszała, a teraz szarpała się z moją przyjaciółką.
-Przyszliśmy do waszego mieszkania, a ona kłóciła się z ojcem- wyjaśnił.
-A co z panią Eweliną?- zapytałam po chwili.
-Nie wiem, nie było jej w domu.
-Do którego szpitala ją zabrali?
-Do wojewódzkiego.
-Dobra, zaraz tam będziemy- oznajmiłam i ruszyłam w stronę przystanku tramwajowego.
-Co się dzieje?- usłyszałam od Oskara, który zaczął biec, bo nie mógł za mną nadążyć.
-Karolinę zabrało pogotowie- powiedziałam, zwalniając tempo.
-Będziesz się tłoczyć komunikacją miejską?- zapytał.
-A mamy inne wyjście?
-Tak. Zadzwonię po mojego kuzyna.
-Niech ci będzie- odpowiedziałam zrezygnowana, bo z nim nie idzie wygrać. Z resztą ze mną też, ale to był jedyny człowiek, któremu tak łatwo ulegałam. Gdy patrzył na mnie swoimi błękitnymi oczami nie umiałam mu odmówić. Po kilku minutach na parkingu w pobliżu parku zjawił się kuzyn Oskara. Wsiedliśmy do auta i ruszyliśmy w stronę, gdzie była Karolina. Wpadłam do szpitala i szybko zapytałam rejestratorkę, gdzie jest Karolina i pobiegła jak najszybciej we wskazane miejsce. Była to sala operacyjna. Byłam zdziwiona, że pod salą był tylko Kuba. Nie było ani jej mamy, ani ojca, ani Natalii. No akurat, że jej nie było to mnie nie zdziwiło, ale że nie było jej rodziców to było podejrzane.
-Co z Karoliną?- na sam początek przejęłam się stanem przyjaciółki?
-Lekarze niewiele mi powiedzieli. Wiem, że ma krwiaka i jest operowana.
-Gdzie pani Ewelina?- zapytałam, gdy już staliśmy przy sali.
-Nie wiem, nikt nie wie. Nawet jej ojciec- odpowiedział.
-A pan Damian?
-Nie wiem, poszedł gdzieś z Natalią za nim karetka przyjechała, ale to mnie teraz najmniej obchodzi. Boję się o Karolinę. Tak się przestraszyłem jak zobaczyłem ją z rozwaloną głową. Mam nadzieję, że nic jej nie będzie- powiedział Kuba i odchylił głowę do tyłu. Wziął głęboki oddech i kontynuował- Że ja nie zdążyłem jej złpać, a tą sukę Natalię jej siostrę to jak ją dorwę to jak jej przypierdolę, że ta kurwa się nie pozbiera- zaczął wyzywać Natalię. Chętnie bym mu pomogła i zemściła się na niej, ale teraz myślałam tylko o tym, żeby z moją przyjaciółką było wszystko w porządku. Jeśli ona by umarła, to nie wiem co bym zrobiła. Najchętniej zafundowałabym Natalii podróż do piekła. Tylko biłam się z myślami, co wstąpiło w Natalię, że się tak zachowała. Rano była milutka i w ogóle, a teraz coś ją opętało. No nic, postanowiłam sobie nie zaprzątać nią głowy, tylko skupić się na dodzwonieniu do pani Eweliny, co nie było łatwym zadaniem, bo w ogóle nie odbierała, a w końcu okazało się, że jest poza zasięgiem. Nie wiedziałam co robić. Całe szczęście Oskar był przy mnie i mnie przytulił z całej siły, a ja zaczęłam wylewać morze łez, na jego szarą bluzę.
-Aniu, nie płacz- starał się mnie uspokoić i głaskał mnie po głowie. Wspominałam już, że jego objęcia umiały uspokoić? Nawet jeszcze jak byliśmy przyjaciółmi, to jego objęcia najbardziej mnie uspokajały. On ma w sobie coś szczególnego, tylko nie umiem tego opisać jeszcze.
-Jej nie może się nic stać- powiedziałam, przecierając oko.
-Kurwa, to wszystko moja wina!- Kuba wstał i zaczął chodzić z jednego końca korytarza do drugiego. Jedyną osobą, która była w tym momencie opanowana, to był Oskar.
-Kuba, nie obwiniaj się za to. To nie twoja wina, że...- nie skończył, bo nie było mu dane.
-A właśnie, że moja, bo ja tam wtedy byłem i mogłem coś zrobić!- wrzasnął na Oskara.
-Aniu, usiądź- posadził mnie na krześle i podszedł do Kuby- Stary, ogarnij się. To nie jest twoja wina. Jedyną osobą, która powinna się czuć winna jest, jak ty ją nazwałeś, suka Natalia. Nikt inny nie jest temu winien, rozumiesz Kuba?- Oskar potrząsnął chłopakiem mojej przyjaciółki.
-Może masz rację...- brunet, w którym zakochana była moja najlepsza przyjaciółka, przyznał rację blondynowi.
-To teraz uspokój się i nie obarczaj winą siebie.
-Ok, już jestem spokojny- odparł Kuba głeboko oddychając i usiadł obok mnie. Z drugiej strony siadł Oskar, a ja oparłam głowę o jego ramię i nie wiadomo kiedy zasnęłam
~Oskar~
Siedzieliśmy już kilka godzin. Ania spała oparta o moje ramię. Nie miałem serca jej budzić. W międzyczasie próbowaliśmy z Kubą dodzwonić się do jej rodziców, ale to na nic. Nie mogliśmy się również dodzwonić do Natalii. Musieliśmy jakoś powiadomić rodziców Karoliny, ale nic innego nie przyszło do głowy. W końcu usłyszeliśmy jak drzwi od sali operacyjnej się otwierają. Obudziłem delikatnie Anię.
-Jest tu ktoś z rodziny Karoliny?- zapytał nas lekarz. Ania od razu się ocknęła.
-W sumie to ja.
-Ale nie ma kogoś pełnoletniego? Nie masz raczej osiemnastu lat- zwrócił się lekarz.
-Nie mogliśmy się dodzwonić do rodziców, nie może mi pan powiedzieć?- zapytała. Zauważyłem niechęć lekarza.
-No ale...- lekarz chciał coś powiedzieć, ale ja mu na to nie pozwoliłem. Nie mogłem patrzeć na to jak Ania się denerwuje, a ten lekarz wyprowadza ją z równowagi.
-Niech pan posłucha- uniosłem się- Nie widzi pan, że ona się martwi o swoją siostrę- tak, powiedziałem siostrę, bo gdybym powiedział, że to przyjaciółka na pewno byśmy nie otrzymali informacji- Niech pan jej powie co z Karoliną. Ciekawe jakby się pan czuł na jej miejscu?
-No dobra, powiem. Twoja siostra miała dużo szczęścia. Zrobił jej się krwiak, całe szczęście niedużych rozmiarów i w miejscu, gdzie było go łatwo usunąć. W dodatku szybko trafiła do szpitala. Teraz przewieziemy ją na sale pooperacyjną i za godzinę, góra dwie powinna się obudzić, a wy powiadomcie o tym kogoś dorosłego.
-A to konieczne? Przecież ma osiemnaście lat- zapytała zaskoczona Anka.
-Ja wiem, ale chyba lepiej by było, gdyby jednak ktoś wiedział, poza tym wy jesteście zmęczeni. Musicie trochę odpocząć. Jedźcie lepiej do domu- zwrócił się do nas lekarz, patrząc na nasze twarze, na których było widać zmęczenie, a potem odszedł. Po chwili zobaczyliśmy jak z sali wywożą Karolinę. Kuba chwycił ją za rękę i szedł aż do sali. Poszedłem z tulącą się do mnie Anią za nimi. W końcu dotarliśmy do sali, na której miała leżeć Karolina. Doktor poprosił, żebyśmy na razie nie wchodzili. Dopiero, gdy już była podpięta do urządzeń, które monitorowały funkcje życiowe naszej przyjaciółki. Ania się wtuliła we mnie, bo nie mogła na to patrzeć, jak tyle kabelków jest podpiętych do najbliższej jej osoby.
-Ja się tak boję o nią- powiedziała, a ja ją lekko od siebie odsunąłem, po czym skierowałem jej twarz na moją.
-Uspokój się. Jej już nic nie zagraża- tłumaczyłem.
-Ale przecież to dopiero kilka minut po operacji. Skąd masz pewność, że usunęli całego krwiaka? A jeśli coś uszkodzili? Jeśli się na przykład nie obudzi?
-Anusia, nie panikuj. Przecież słyszałaś lekarza. Za dwie godziny maksymalnie powinna się obudzić. Nie ma powodu do paniki. Słyszysz?- zapytałem, widząc zdruzgotanie nastolatki. W sumie to się nie dziwiłem, że tak panikuje. W końcu szpital z pewnością kojarzył jej się ze śmiercią matki.
-Tak. Dobra, postaram się opanować. Tylko dalej się zastanawiam, co z jej rodzicami i Natalią- zdążyła powiedzieć i zadzwonił jej telefon. Wyjęła go z kieszeni i odebrała.
~Ania~
To dzwoniła pani Ewelina. Tak bardzo mi ulżyło, gdy zobaczyłam na wyświetlaczu numer. Wyszłam z sali i odebrałam. Zaczęłam rozmawiać z panią Eweliną. Powiedziałam jej wszystko co i jak, a ona powiedziała, że zaraz zjawi się na miejscu. Ja wróciłam do sali, gdzie Kuba siedział na krześle i trzymał dłoń Karoliny. Oskar z kolei stał, oparty o ścianę. Podeszłam do Oskara i oznajmiłam wszystkim, że mama Karoliny zaraz przyjedzie. I tak było, bo dziesięć minut później zjawiła się w sali.
-Pani Ewelino, gdzie się pani podziewała? W ogóle gdzie pan Damian i Natalia?- zapytałam.
-Byłam u koleżanki, a oni są w domu. Co z Karoliną?
-Za co najwyżej dwie godziny powinna się obudzić- odpowiedział Kuba.
-Pani Ewelino, mogę panią na chwilę prosić- powiedziałam i wyszłyśmy na korytarz. Tam usiadłyśmy na krzesłach.
-Co się wczoraj stało?- zapytałam, a mama mojej przyjaciółki spuściła wzrok i zaczęły jej łzy do oczu napływać- Dlaczego pani płacze?
-Natalia ma pretensje o to, że mieszkasz z nami- powiedziała, a ja widziałam, że ściemnia. Byłam pewna, że to nie to było powodem ich kłótni.
-Proszę mi powiedzieć, przecież widzę, że to nie o to chodzi. Czemu Natalia się tak zachowała?
-Ona jest chora. Ma schizofrenię. Wczoraj nie wzięła leków i stąd ten jej napad- powiedziała, a mnie zamurowało. Mieszkałam pół roku z tą rodziną, ale nie wiedziałam, że Natala choruje na coś takiego. Nic nie zauważyłam. Zawsze była zrównoważona, a tu takie coś. Nawet nie widziałam, żeby brała jakie kolwiek leki. Nie wiedziałam co powiedzieć. Stałam tylko i wpatrywałam się w krótko ścietą, średniego wzrostu brunetkę.
-O kurwa- przeklnęłam na głos. Tylko to byłam w stanie wydusić z siebie- Dlaczego mi nic nie powiedzieliście?
-Nie chcieliśmy Cię martwić. Śmierć twojej mamy, ojciec w areszcie. Z resztą wszystko było w porządku, ale nie sądziłam, że zapomni tych tabletek. Tak zaczęła się awanturować, że nie wytrzymałam i wyszłam.
-Spokojnie pani Ewelino. Niech się pani nie denerwuje. Lepiej niech mi pani powie co z Natalią i panem Damianem- odparłam.
-Natalię zabrali do ośrodka. Tam będzie miała specjalistyczną opiekę- odpowiedziała i w tym samym czasie wyszedł do nas Oskar.
-Karolina się obudziła- oznajmił, a ja szybko zjawiłam się przy przyjaciółce. Zaraz potem weszła jej mama i Oskar.
-Karolina, tak się bałam- powiedziałam i usiadłam na łóżku, obok przyjaciółki.
-Co się stało?- zapytała osłabionym głosem.
-Natalia cię pchnęła na futrynę- wtrącił Kuba. Chciałam coś jeszcze, ale przerwał nam telefon Oskara. Mój chłopak wyszedł widocznie zdenerwowany z sali, po chwili wrócił i poprosił mnie na korytarz. Wyszłam niepewnie.
-Co się dzieje Oskar?
-Anka, bo ja muszę jechać Wiednia- odparł.
-Po chuja ty chcesz jechać do tej Austrii- powiedziałam zdenerwowana. Chciał mnie zostawić akurat w takim czasie.
-Dostałem telefon od kuzyna, że musimy tam jechać. Nie mogę ci więcej powiedzieć.
-Czy to ma jakiś związek z tym, co widziałam w moje urodziny?
-Nie rozumiesz, że nie mogę?
-To zabierz mnie ze sobą- powiedziałam błagalnym głosem.
-Nie mogę. Poza tym masz szkołę.
-A ty to nie? Jadę z tobą- tym razem byłam bardziej stanowcza.
-Anka, to niebezpieczne- krzyknął- Nie wybaczyłbym sobie, gdyby ci się coś stało.
-O moje życie się martwisz, ale swoje już nie? To ja sobie nie wybaczę, gdy tobie się coś stanie.
-Jadę sam.
-Nigdy w życiu. Mogę siedzieć w hotelu, ale sam nie pojedziesz- upierałam się, idąc za Oskarem, który kierował się w stronę wyjścia ze szpitala- Oskar- wrzasnęłam.
-Anka, zrozum. To jest niebezpieczne- próbował mi przetłumaczyć.
-No i? Lubię niebezpieczeństwo. Ja chcę jechać z tobą. Nie puszczę ciebie samego- stawiałam się.
-A pani Ewelina? Co ona na to? Przecież się nie zgodzi.
-A musi wiedzieć?
-I za to cię kocham Ania, ale jesteś pewna?
-Mhm- uśmiechnęłam się szeroko.
-No niech ci będzie- uśmiechnął się i złożył na moich ustach gorący pocałunek- Jutro o piątej będziemy po ciebie, a teraz chodź, odprowadzę cię do domu.
-Wiesz co? Ja jeszcze wrócę do Karoliny, a jak musisz, to idź.
Oskar poszedł w swoją stronę, a ja jeszcze wróciłam do Karoliny.

niedziela, 20 grudnia 2015

5

Była blisko stawu. Stała praktycznie na samym brzegu. Od wody dzieliły ją centymetry. Podbiegłem do niej najszybciej jak mogłem i ją odsunąłem. Bałem się, że mogła chcieć się utopić.
-Ania, powiesz mi w końcu, co się dzieje?- zapytałem, widząc jej zaszklone cudowne piwne oczy.
-Ty i tak Oskar tego nie zrozumiesz- powiedziała, spuszczając głowę na dół. Ja złapałem ją delikatnie za podbródek i skierowałem jej twarz na siebie. Spojrzałem w jej piwne oczy.
-Ania, a skąd masz pewność, że nie zrozumiem?
-Bo ty wychowałeś się w normalnej rodzinie- odpowiedziała mi.
-Anka, to że to był nieszczęśliwy wypadek, a twój ojciec wyjechał, to nie oznacza jeszcze, że twoja rodzina jest nienormalna- tłumaczyłem. Ona tylko pokręciła głową i spojrzała mi w oczy.
-Oskar, bo ja...- załamał jej się głos i zaczęła szlochać- bo ja nie mówiłam całej prawdy.
-Ale jak to?- zapytałem z przymróżonymi oczami. Ona się bardziej rozpłakała i wtuliła we mnie.
-Bo tak naprawdę to mój ojciec zabił mamę, to znaczy nieumyślnie spowodował śmierć. Ten pijak, którego się tak z Karoliną bałyśmy, to on- wyznała mi Ania. Ja ją mocno przytuliłem.
-Czemu nic nie powiedziałaś? Przecież tyle czasu się znamy. Może i parą jesteśmy dopiero kilkanaście godzin, ale przyjaciółmi o wiele dłużej.
-Ja wiem, ale to wcale nie takie proste powiedzieć nawet przyjacielowi, że ma się ojca alkoholika i zabójcę.
-Ale chłopakowi już mniej bałaś się powiedzieć- powiedziałem i uśmiechnąłem się do Ani. U niej również zauważyłem, że kąciki jej ust podniosły się lekko do góry, ale zaraz znowu pojawił się smutek na jej twarzy.
-To nie o to chodzi, chłopak czy przyjaciel. Tylko, że ja nie chciałam, żeby kto kolwiek znał prawdę. To nie jest jakiś powód do opowiadania na lewo i prawo. Wolę założyć maskę z uśmiechem i przed ludźmi nie okazywać tego jak bardzo cierpię. Bo widzisz Oskar, czasem jest tak, że na twarzy jesteśmy radośni, nie widać po nas, że coś się dzieje, nawet przy najbliższych, a tak naprawdę gdzieś w sercu- wskazała palcem moje serce- czujemy smutek, żal, cierpienie, ból i to widać po oczach- zaczęła wymieniać, a ja patrzyłem, jak daje upust swoim emocją- Może być również na odwrót. Na zewnątrz ktoś będzie smutny, przygnębiony, ale gdy będzie miał przy sobie kogoś, mimo smutku na twarzy, w oczach będą iskry radości, bo wie, że na przy sobie kogoś bliskiego, na kogo może liczyć- powiedziała, wpatrujac się w moje oczy. Ja zacząłem wpatrywać się w jej piękne piwne oczy, które mi się bardzo podobały i podobają. Na twarzy malował się smutek, ale w oczach było widać radość. Zbliżyłem się do niej i złożyłem na jej ustach gorący pocałunek.
                                   ~
~Karolina~
-Zostaw ich- powiedziałam do Kuby, który gdyby nie moja reakcja, przeszkodziłby Oskarowi i Ani- Chodź pójdziemy gdzieś razem- zaproponowałam i dałam mu całusa.
-Tylko w policzek?- udał obrażonego i zaczął iść w przeciwną stronę niż ja chciałam.
-No już, nie obrażaj się- złapałam go za rękę i pocałowałam go w usta, wedle jego życzenia- Lepiej?
-O wiele- powiedział i uśmiechnął się do mnie.
-No ja myślę- powiedziałam i udaliśmy się w stronę naszej ulubionej miejscówki. Jednak zaczęło robić się chłodno, dlatego udaliśmy się w stronę osiedla, gdzie mieszkam. Kuba sam zaproponował, że mnie odprowadzi. Bez wahania się zgodziłam na to.
Gdy dochodziliśmy do bloku, w którym mieszkałam, ujrzałam kobietę, która wybiegła z mojej klatki. Nic nie podejrzewałam. Kuba odprowadził mnie pod same drzwi. Kiedy staliśmy i się całowaliśmy na pożegnanie, usłyszałam krzyki. Dochodziły one z mojego mieszkania. Spojrzałam z przerażeniem w oczach na Kubę. Kuba widząc, że nie wiem jak się zachować, wziął ode mnie klucz i otworzył drzwi do mieszkania. Wszedł bardzo ostrożnie, a ja za nim. W kuchni ujrzałam bałagan, rozwalone pudełka po tabletkach mamy, potłuczone talerze oraz moją siostrę i tatę, jak na siebie krzyczą. Nie zwrócili nawet uwagi na to, że jestem tam razem z Kubą.
-Nie nawidzę was- krzyknęła Natalia do taty.
-To wszystko przez ciebie.
-Debil- Natalia wyzwała ojca.
-Idiotka- ojciec odpowiedział na jej wyzwisko. Zastanawiałam się po co on z nią wdaje się w dyskusję. Postanowiłam zareagować.
-Uspokoicie się, czy nie?- wrzasnęłam.
-A jak nie?- Natalia zbliżyła się do mnie i pchnęła mnie. Ja straciłam równowagę i wywróciłam się. Pamiętam jeszcze, że Kuba próbował mnie złapać, ale nie zdążył i wywróciłam się, uderzając głową o futrynę.

piątek, 18 grudnia 2015

4

Był to facet, który najwidoczniej był pijany. Szedł w naszą stronę. Zauważyłam, że to jest mój ojciec. Nie wiedziałam co robić i zaczęłam panikować. Karolina również poznała, że to mój ojciec, bo widziałam jak jej się ręce trzęsą.
-O kurwa- szepnęłyśmy w tym samym momencie, a nasze chłopaki się na nas spojrzeli.
-O co wam chodzi? Zwykły pijak- powiedział obojętnie Kuba.
-Ty chyba nie wiesz co mówisz Kuba- rzekła Karolina.
Mój tata był co raz bliżej nas, a ja z moją przyjaciółką drżałyśmy ze strachu. Poczułam na sobie rękę Oskara.
-Ania, co się dzieje?- zapytał. Tak naprawdę oprócz mnie i rodziny Karoliny nikt nie zna prawdy o moim ojcu. Większość myślała, że to nieszczęśliwy wypadek, że mama się potknęła i spadła ze schodów. Fakt mieszkania z rodziną Karoliny tłumaczyłam, że jej ojciec wyjechał, a ja nie chciałam zostawić szkoły. Każdy mi wierzył. Oskar też tak myślał, jednak wiedziałam, że jeśli ojciec mnie pozna, to wszystko się wyda. W sumie i tak planowałam Oskarowi powiedzieć prawdę, ale jakoś mi się nie śpieszyło.
Mój tata przeszedł obok nas, nie zauważając, że to my.
-Wyjaśnicie mi o co chodzi?- zapytał zdezorientowany Oskar, a ja nie wiedziałam co powiedzieć i najzwyczajniej w świecie stchórzyłam. Podniosłam się i uciekłam do domu. Usłyszałam za sobą głos Oskara, obróciłam się, a on za mną szedł. Przyspieszyłam, ale on zaczął za mną biec i po chwili mnie złapał. Obrócił mnie w swoją stronę i spojrzał na mnie swoimi błękitnymi oczami.
~Oskar~
-Anka, powiesz mi co się dzieje?- zapytałem, widząc, że jest coś nie tak. Chodziliśmy razem dopiero jeden dzień, ale często spotykaliśmy się i chodziliśmy po mieście. Znaliśmy się bardzo dobrze i widziałem, kiedy coś ją gryzie.
-Nic się nie dzieje- powiedziała i się odwróciła. Ścisnąłem ją mocniej, ale nie za mocno.
-Puść mnie- krzyknęła i próbowała wyrwać się mi z uścisku. Zaczęła się dziwnie zachowywać, jakby panikować.
-Anka, co ci jest?- zapytałem, zdezorientiwany jej zachowaniem.
-Chcę być sama, zrozum to- krzyknęła i odeszła ode mnie. Nie goniłem jej już nawet, tylko wróciłem do Karoliny i Kuby.
-Gdzie Ania?- zapytała Karolina, gdy już usiadłem na ławce.
-Chciała być sama- odpowiedziałem.
-Jak to sama? Czemu za nią nie poszedłeś?- krzyknęła na mnie przyjaciółka moje dziewczyny.
-Nie miałem powodu, żeby za nią pójść- zacząłem się bronić.
-Nie wierzę, jaki ty nieodpowiedzialny. Zbierajcie się i idziemy jej szukać- zarządziła Karolina.
Szukaliśmy jej cały kwadrans, ale jej nigdzie nie było. W końcu udalo mi się ją dojrzeć. Była...